wtorek, 7 lipca 2015

Podsumowanie czerwca + stosik

Podsumowanie

Jeżeli chodzi o czerwiec, to początek miesiąca był dość pracowity (wszystkie poprawy, prace do oddania i tak dalej) jednak już od połowy, po wystawieniu ocen mogłam w spokoju poświęcić więcej niż zwykle czasu na czytanie. W czerwcu przeczytałam 5 książek:

1. Harry Potter i Insygnia Śmierci - J.K. Rowling
2. Bitwa w labiryncie - Rick Riordan
3. Niezłomni - C.J Daugherty
4. Mechaniczny anioł - Cassandra Clare
5. Stowarzyszenie wędrujących dżinsów: trzecie lato - Ann Brashares

Najlepsza książka - Harry Potter i Insygnia Śmierci -Wspaniałe zakończenie przygód Harry'ego Potter'a. Na początku nieco ciężko mi się było w nią wbić, ale już potem, gdy akcja się rozwinęła nie mogłam się oderwać od lektury. Muszę w końcu nadrobić wszystkie recenzje książek z tej serii. 

Najgorsza książka - Stowarzyszenie wędrujących dżinsów: trzecie lato - W zasadzie nie oczekiwałam za wiele od tej pozycji. Miała po prostu być lekka i wprowadzić mnie w wakacyjny nastrój. Po części spełniła swoje zadanie, jednak bohaterki tego cyku zaczęły mnie już tak denerwować, że nie wiem, czy przeczytam ostatnią część.

I to by było na tyle jeżeli chodzi o podsumowanie czerwca, a teraz... zapraszam do stosiku!

Stosik


 W maju i czerwcu moją biblioteczkę zasiliło 29 nowych książek. Biorąc pod uwagę, że to okropnie dużo, musiałam podzielić ten stosik na cztery części.


Pierwsza część to książki, które dostałam głównie na urodziny, ale nie tylko. Moje urodzinowe prezenty to: Księga portali, 19 razy Katherine, Hera, moja miłość, Lot komety, Zniszcz ten dziennik wszędzie oraz Moje anioły. Poza tym mamy w tym stosiku Blask fantasyczny, który jest spóźnionym prezentem świątecznym, a także Blondynkę na językach - francuski, czyli prezent od rodziców na imieniny.





Następne książki to zdobycze z Targów Książki w Warszawie. Mamy tutaj: Pałac północy, Wielki błękit, Ostatniego smokobójce, Czas żniw, Następczynię, Oskara i panią Różę ( z podpisem autora!) oraz Bitwę w labiryncie




 















A to zebrane również na targach podpisy od Erica- Emmanuela Schmitta i Johna Flanagana. W kolejkach stało się prawie, że latami, ale było warto.








Następny stos to książki kupione głównie w tanich księgarniach: Córka dymu i kości, Obietnica raju, Czerwone jak krew, a także na promocjach: Stowarzyszenie wędrujących dżinsów: trzecie lato. Dalej mamy książki, których po prosu nie mogłam nie kupić i nie przeczytać, czyli: Niezłomni i Mechaniczny anioł. 


Dalej mamy książki, które kupiłam sobie w księgarni internetowej, jako prezent z okazji zakończenia roku. Są to: Zabić drozda, Eleonora i Park, Mechaniczny książę, Mechaniczna księżniczka. Miasto upadłych aniołów, Miasto zagubionych dusz. Ostatni olimpijczyk i Córka czarownic.

Jakoś tak się złożyło, że te miesiące były wyjątkowo owocne w nowe książki. Już nie mogę się doczekać, kiedy to wszystko przeczytam. Jeżeli czytaliście, którąś z tych książek i chcecie mi ją polecić, to koniecznie napiszcie o tym w komentarzu pod spodem.;))

sobota, 20 czerwca 2015

Czerwona królowa - Victoria Aveyard

Hej, wiem, że strasznie dawno mnie tu nie było. Mogę to zwalić na szkołę, brak czasu lub po prostu na własne lenistwo. Mam nadzieję, że od teraz uda mi się publikować posty częściej i bardzo was przepraszam za tak długą przerwę. A teraz... przechodzimy do recenzji!

tytuł: Czerwona królowa
autor: Victoria Aveyard
liczba stron: 488
moja ocena: 6/10


Czy jest tu ktoś, kto nie słyszał o Czerwonej królowej? Ogromna promocja jeszcze przed premierą książki przyczyniła się do tego, że zajęła ona na mojej (i chyba innych też) liście must have czołowe miejsce. Ciekawy opis, ładna okładka, ogromny szum na zagranicznym booktub'ie to wszystko przyczyniło się do tego, że miałam co do tej książki bardzo duże oczekiwania. Chyba trochę za duże....

Norta to państwo, w którym społeczeństwo jest podzielone na ludzi o dwóch kolorach krwi, czerwonym i srebrnym.  Cała władza jest tak naprawdę zebrana w rękach srebrnych. Są oni prawie niezwyciężeni, mają super moce i ..., ach tak panują nad czerwonymi. Czerwoni natomiast to zwykła siła robocza, przeciętni zjadacze chleba, których życie jest guzik warte.
Właśnie w takim społeczeństwie żyje Mare. Dziewczyna, która wszystkim wydaję się być zwykłą czerwoną, która dobra jest tylko w kradzieżach, jednak tak naprawdę okazuje się być kimś więcej...

Czerwona królowa porównywana jest chyba ze wszystkimi książkami młodzieżowymi. Igrzyska śmierci, Niezgodna, Szklany tron, Rywalki... Jedni mówią, że to dobrze ponieważ książka ta ma coś dla każdego. Ja jednak sądzę, że przez te podobieństwa Czerwona królowa jest strasznie schematyczna i poniekąd przewidywalna. Mamy tu dziewczynę, która wywodzi się z samego dołu drabiny społecznej. Zostaje przeniesiona do innego środowiska. Okazuję się, że jest kimś więcej niż inni przypuszczali. Musi grać, aby nic jej się nie stało. Jest dwór, toczący między sobą intrygi, "każdy może zdradzić każdego". Są dwaj przystojni książęta. (nienawidzę trójkątów miłosnych). Zauważacie coś? Tak! To wszystko już było!

Plusem książki jest na pewno jej główna bohaterka, Mare, która może i jest trochę naiwna, ale i tak ją polubiłam. Nie denerwuje czytelnika, nie zasypuje swoimi problemami sercowymi, po prostu nie przeszkadza. Ale, co najważniejsze myśli, co rzadko zdarza się typowym bohaterką serii młodzieżowych. Jeżeli chodzi o pozostałych bohaterów, głownie o Cala i Mavena, to nie jest już tak dobrze. Nie za bardzo ich polubiłam, przez większość książki działali mi na nerwy i w ogóle nie wiedziałam za co Mare tak ich polubiła. Następną rzeczą, która mi się nie podobała, to to, że poza głównymi bohaterami, każda postać musi być czarna albo biała. Dobra albo zła. Królowa jest zła, Evangeline jest zła, prawie wszyscy srebrni są źli. A rodzina, przyjaciele, znajomi Mare dobrzy. Brakowało mi tu postaci szarych, o których nie wiedziałabym co sądzić.

Mimo tych wszystkich wad książkę czyta się naprawdę szybko i można się w nią wciągnąć. Akcja jest szybka, a niektórych zwrotów akcji nie da się przewidzieć. Książka ta jest po prostu zwykłym czaso umilaczem, który nie jest zbyt ambitny, jednak nadaje się idealnie do "zabijania" czasu. 

Mimo, że książka nie była najlepsza, to prawdopodobnie sięgnę po następne części, ponieważ Czerwona królowa ma ogromny potencjał, który w pierwszej części po prostu nie został rozwinięty.
Polecam osobą, które mają ochotę sięgnąć po coś lekkiego i niewymagającego, jednak mnie osobiście lektura nie zachwyciła.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Kolor Magii - Terry Pratchett

tytuł: Kolor magii
autor: Terry Pratchett
liczba stron: 203
seria: Świat dysku (tom 1)
moja ocena: 8/10

Nie za bardzo wiem, czy pisanie tej recenzji jest potrzebne. Pratchett'a już chyba każdy zna i ma o nim wyrobioną opinię. Jednak stwierdziłam, że moja opinia może się przydać osobą takim jak ja, którzy od dłuższego czasu chcieliby się zabrać za Świat dysku, ale nie za bardzo wiedzą jak. Z tego co przeczytałam nie poleca się zaczynania od Koloru magi, szczególnie jeżeli nie przepada się za fantastyką, bo można się tym zrazić do twórczości autora. Ja jednak fantastykę uwielbiam, a do Pratchett'a bynajmniej się nie zraziłam.

Świat dysku stoi na czterech słoniach, które z kolei stoją na gigantycznym żółwiu A'Tuin'ie. Naukowcy jeszcze nie zbadali tego, gdzie owy żółw podróżuje, mimo, że są właśnie w trakcie badań i sądzą, że ta wiedza może mieć kluczowe znacznie dla przyszłości całego świata dysku.

Właśnie w takim świecie żyje Rincewind, który magiem jest tylko czysto teoretycznie. Zna tylko jedno zaklęcie i w przeciwieństwie do licznie występujących na dysku bohaterów jest okropnie tchórzliwy. Poza tym ma OGROMNEGO pecha i przez liczne przeciwności losu prześlizguje się tylko dzięki sprytowi. Jednak mimo wszystko bardzo go polubiłam. Całkowitym przeciwieństwem Rincewind'a jest Dwukwiat, pierwszy w świecie dysku turysta. Bohater jest naiwny, pozytywnie myślący i niekiedy przypominał mi trochę Kubusia Puchatka.:)

Ten duet nie ma sobie równych i przez wrodzony pech Rincewind'a i lekkomyślność Dwukwiata dość często "pakują się" w zarówno śmieszne i groźne sytuacje przemierzając płaski świat. Bogowie, smoki, a nawet sam Śmierć (tak, ŚMIERĆ) , nikt nie jest ich w stanie powstrzymać.

O tym, o czym wszyscy mówią jeżeli chodzi o książki Pratchett'a jest niepowtarzalny humor. I mimo, że boję się, że nie wszystko zrozumiałam, to książka wydała mi się bardzo zabawna i jedyna w swoim rodzaju. Autor ma zupełnie odmienne spojrzenie na fantastykę.

Jedynym minusem książki jest chaos panujący zarówno w treści jak i na okładce (muszę przyznać, że mi okładki książek Pratchet'ta nie za bardzo się podobają). Autor dość często "skacze" między miejscami akcji przez co trudno jest się połapać.

Mimo tej wady książka naprawdę bardzo mi się podobała, a po kontynuację na pewno sięgnę. Polecam, szczególnie wielbicielom fantastyki.;)

czwartek, 19 marca 2015

"Harry Potter" (tomy 1-3) J.K. Rowling

tytuły: 1."Harry Potter i Kamień Filozoficzny"
            2."Harry Potter i Komnata Tajemnic"
            3."Harry Potter i Więzień Azkabanu"
autor: J.K. Rowling
liczba stron: 1. 325
                      2. 363
                      3. 455
seria: "Harry Potter" (tomy 1-3)
moje oceny: 1. 7/10
                     2. 8/10
                     3.8/10

Czy jest ktoś kto nigdy nie czytał, nie oglądał, albo przynajmniej nie słyszał o Harrym Potterze? Ja przynajmniej takiej osoby nie znam.  Seria napisana przez panią Rowling stała się popularna zarówno u dzieci, młodzieży, jak i wśród dorosłych. Jest tak ze względu na to, że wraz z biegiem opowieści nasz bohater i jego przyjaciele dorastają przez co kolejne książki są pisane z myślą o coraz to starszych czytelnikach. I dzisiaj napiszę o trzech pierwszych częściach "Harre'go Pottera", które są kierowane do najmłodszych czytelników, do dzieci. Dla wielu ludzi są to książki, które najlepiej kojarzą się z dzieciństwem. Z radością przyznaję, że sama należę do tej grupy. Wciąż pamiętam jak bałam się zasnąć z obawy przed bazyliszkami i dementorami i jak razem z koleżankami planowałam ucieczki z przedszkola do Hogwartu. Marzenia prysły, kiedy w dniu 11 urodzin nie przyszedł do mnie olbrzym z wielką brodą i nie powiedział mi, że jestem czarodziejem. Chyba jednak jestem mugolem...


Książki opowiadają o młodym czarodzieju, Harry'm Potterze, który trafia do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie i tam razem, ze swoimi nieodłącznymi przyjaciółmi, Ronem Weasley'em i Hermioną Granger przeżywają różne przygody.To naprawdę ogromny skrót tej książki, ale boję się, że coś zaspoileruje.:)

Jeżeli chodzi o pierwszą część książki to jest to bardzo dobre wprowadzenie w świat magii. Jest to książka bardziej dla młodszych osób (bardzo podobała się mojej sześcioletniej siostrze) jednak myślę, że jest w stanie zaciekawić każdego czytelnika.

To co mi się podoba w książkach o Harrym Potterze, to to, że z książki na książkę są one coraz lepsze. Nie mamy tutaj czegoś co jest na przykład w "Wybranych", czy "Niezgodnej", że pierwsza część jest najlepsza, a potem idą one w dół. W Harry'm Potterze każda następna część jest lepsza od poprzedniej. Lepsza po pierwsze pod względem stylu pisania. W pierwszej części warsztat autorki nie zachwyca, a tym co najbardziej mi przeszkadzało było wielokrotne powtórzenia słowa "gapić się". Jednak wiem, że jest to książka pisana do dzieci, a sądzę, że młodszym czytelnikom takie raczej przeszkadzać nie będą.;) Jednak z części na część widać ogromną poprawę i trzecią już czyta się naprawdę bardzo przyjemnie.

Która część najbardziej mi się podobała? Sądzę, że trzecia. Jak już pisałam jej język jest najlepszy, ale chodzi też o to, że trzecia jest z tych części najdłuższa i dlatego autorka miała szanse rozwinąć niektóre wątki. Poza tym dzieje się tak przez postać profesora Lupina (nauczyciela obrony przed czarną magią w trzeciej części), który na razie jest moją ulubioną postacią z książek o Harry'm, jak i za sprawą postaci dementorów, przez których jako mała dziewczyna nie mogłam zasnąć, jednak teraz stworzenia te wydają mi się bardzo interesujące.

Jeżeli chodzi o bohaterów to mamy ich w tych książkach mnóstwo i każdy z nich ma zupełnie różny charakter (może poza Fredem i Georgem, których bardzo trudno rozróżnić). I mimo, że w pierwszej części niektórzy z nich wydawali mi się lekko papierowi, to już w następnych częściach naprawdę się rozwinęli. Jak już pisałam moją ulubioną postacią był profesor Lupin, bo jest to bohater niejednoznaczny, który ma swoje tajemnice, ale jednocześnie jest bardzo miłą i pogodną postacią, która szybko zjednała sobie zarówno resztę bohaterów, jak i czytelników. Mówiąc o ulubionych postaciach nie wolno zapomnieć o Fredzie i Georgu, bliźniakach, których polubi chyba każdy czytelnik. Jeżeli chodzi o głównego bohatera, Harry'ego, to nie należy on do moich ulubionych postaci, jednak nie przeszkadza mi za bardzo. Polubiłam w nim to, że wszystkim dzieli się ze swoimi najlepszymi przyjaciółmi i, że bez problemu przyjmuje ich pomoc, z czym kłopoty ma wiele bohaterek książek młodzieżowych.

Książki o Harry'm Potterze są naprawdę warte przeczytania i sądzę, że każdy, zarówno dziecko, nastolatek, jak i dorosły polubi ich magiczny klimat. Jak najbardziej polecam!

Pisząc tą recenzję miałam mały problem z odmianą niektórych imion i nazwisk, więc przepraszam, jeżeli w którymś się pomyliłam.

środa, 11 marca 2015

Papierowe miasta - John Green

tytuł: Papierowe miasta
autor: John Green
liczba stron: 397
moja ocena: 8/10

Quentin Jacobsen nie należy do osób znanych, czy też lubianych w szkole. Jednak nie za bardzo mu to przeszkadza. Jest beznadziejnie zakochany w swojej koleżance - Margo Roth Spiegelman, najpopularniejszej, najbardziej lubianej, najbardziej zwariowanej (w dobrym znaczeniu) i według Quentina najpiękniejszej dziewczynie w szkole. Gdy byli mali przyjaźnili się, jednak potem przeżyli razem coś strasznego i w ten sposób ich drogi się rozeszły. Jednak, gdy pewnej nocy Margo wpada do pokoju Quentina i informuje go, że mają do załatwienia parę spraw, wszystko się zmienia.

" Obowiązujące zasady użycia wielkich liter są okropnie krzywdzące wobec wyrazów w środku zdania."
 Moim zdaniem jest to najlepsza książka Johna Greena jaką do tej pory przeczytałam. Serio, mam ochotę krzyczeć do wszystkich ludzi, którzy tak się zachwycają "Gwiazd naszych wina": Przeczytajcie "Papierowe miasta"!!!!!! Ale tak już na poważnie, to naprawdę przeczytajcie. Bo warto.

To co najbardziej podobało mi się w tej książce, to tak typowy dla Greena humor. Czytając to praktycznie przez cały czas uśmiechałam się do siebie, a w co śmieszniejszych momentach musiałam tłumić śmiech. Chodzi jednocześnie o zabawne sytuacje w których nie dało się nie uśmiechać, jak i o teksty bohaterów, które bynajmniej nie były suche. Ok, może czasami lekko głupie. Ale tylko czasami...
"- Ostatnim rzem, kiedy ja tak się bałem - mówi Radar - musiałem de facto stanąć twarzą w twarz z Czarnym Panem, żeby uczynić świat bezpiecznym miejscem dla czarodziejów."

Jeżeli chodzi o postacie to ze smutkiem muszę przyznać, że otrzymałam tu drugie "Szukając Alaski". Postacie mogłyby zachwycić swoją oryginalnością i dopracowaniem, gdyby była to moja pierwsza książka Johna Greena. Ale nie jest. I mimo, że bardzo polubiłam Q (Quentina), za to, że był zabawny, miły i że bynajmniej nie był bohaterem papierowym (w stosunku  do tej książki to określenia nabiera drugiego znaczenia;)) to aż za bardzo przypominał mi on Milesa. Margo swoją przebojowością, sposobem w jaki działała na innych, zabawnymi, dziwnymi i mądrymi jednocześnie tekstami oraz tym dobrym rodzajem szaleństwa była podobna do Alaski. Radara i Bena - dwóch strasznie zabawnych i na swój sposób inteligentnie idiotycznych (tak, da się tak) przyjaciół Q mogę porównać do Pułkownika i Takumiego, Isaaka z "Gwiazd naszych wina" lub do JP z " W śnieżną noc". I mimo, że naprawdę lubię te postacie, to owe podobieństwo naprawdę czasem mnie irytowało.

Jednak sama historia tylko na samym początku przypomina wyżej wspomnianą książkę, a potem idzie już w zupełnie innym kierunku. Mamy tu jak zwykle u Greena motyw podróży jednocześnie podróży w sensie dosłownym ( jak ją sobie przypominam to aż śmiać mi się chce ), jak i metaforycznej podróży i o odnajdywaniu samego siebie. Bo o tym właśnie jest ta książka. O nieśmiałym chłopaku, który starając się dowidzieć jak najwięcej o swojej wymarzonej dziewczynie tak naprawdę odkrywa samego siebie.
"Tak trudno jest odejść - dopóki się nie odejdzie. A wówczas to najłatwiejsza rzecz pod słońcem."
 Ostatnią rzeczą, o której często się mówi w związku z książkami tego autora, to to, że są one wyidealizowane. Bo przecież jacy nastolatkowie zastanawiają się i mówią otwarcie o filozoficznych problemach? No cóż, może i te książki są wyidealizowane, ale tak szczerze mówiąc to podoba mi się to, bo gdyby tego nie było, to ta książka mogłaby być kleinym nudnym i bezwartościowym czytadłem. A tak nie jest.

Jak najbardziej polecam.

środa, 4 marca 2015

"Jedyna" Kiera Cass


 tytuł: "Jedyna"
autor: Kiera Cass
liczba stron: 334
seria: "Selekcja" (tom 3)

O cyklu pani Cass różne są opinie i  dużo można o nim powiedzieć. Sądzę, że najprawdziwszym stwierdzeniem będzie to, że mimo, że jest wręcz do bólu przewidywalny, to i tak nie można się od niego oderwać tak długo, aż nie przeczyta się całości.

Po beznadziejnej "Elicie" miałam dwie opcje.  Mogłam albo zakończyć czytanie i starać się o tej serii zapomnieć albo jak najszybciej sięgnąć po kontynuacje mając nadzieję, że poprawię sobie tym zdanie o twórczości Kiery Cass. Jak już mogliście się zorientować wybrałam tę drugą opcję. I jak "Jedyna"?

Kiedy w zamku pozostają już tylko cztery dziewczęta Ami spostrzega, że rywalizacja stała się naprawdę zacięta. Mimo, że ona jest już pewna co do swoich uczuć do Maxona, nareszcie, on jeszcze chyba pewny nie jest. I zabawa, którą przez całą powieść toczą bohaterowie rozpoczyna się od nowa, bo ilekroć ta dwójka się do siebie zbliży dzieję się coś, co ich rozdziela. To naprawdę potrafi człowieka zirytować, bo myślę, że gdyby czegoś takiego nie było "Rywalki" mogłyby mieć jeden, może dwa tomy. Nie więcej.

Jednak w "Jedynej" jest coś więcej niż w dwóch poprzednich seriach "Selekcji". Po pierwsze jest to co zaintrygowało mnie ( i myślę, że też większość osób ) już w pierwszej części, a w drugiej zostało prawie całkowicie pominięte. Wątek rebeliantów! Nareszcie coś się dzieje. Poznajemy ich zamiary, mamy strzelaniny i wiele innych. Właśnie na to czekałam. Nie jest co prawda tak dobrze jak miałam nadzieję, bo takich momentów nie ma zbyt dużo, ale nie ma co narzekać

Jeżeli chodzi o bohaterów, to Ami już nie jest aż taka denerwująca jak w drugiej części. Mimo, że wciąż trudno ją wytrzymać to jakoś już daję radę. Możecie być ze mnie dumni.  O Aspenie i Maxonie wolałabym raczej nie pisać. Oboje wydają mi się tacy bezbarwni i papierowi.

Jeżeli chodzi o zakończenie, to nie jest ono jakoś szczególnie odkrywcze, ale szczerze mówiąc niczego szczególnie odkrywczego się tu nie spodziewałam. Każdy chyba wie jak to się skończy. Nawet ten, kto serii nie czytał. Jednak pomiędzy początkiem książki, a bajkowym zakończeniem, dzieje się parę nieoczekiwanych rzeczy, które naprawdę działają na korzyść całej historii.

Ogólnie "Jedyna" nie jest złą książką. Jako ostatnia część "Selekcji" jest naprawdę fajna. Ciekawa i wciągająca. Polecam ją przeczytać osobą, które mają już pozostałe części za sobą. Jest naprawdę dużo lepsza od "Elity". Jeżeli jednak chodzi o całą serię, to nie jest jakaś mega odkrywcza, ani nic w tym stylu, jednak czyta się ją całkiem miło i lekko.

moja ocena: 6/10

sobota, 28 lutego 2015

"Korona w mroku" Sarah J. Maas

tytuł: "Korona w mroku"
autor: Sarah J. Maas
liczba stron: 492
seria: Szklany tron (tom 2)

UWAGA
W recenzji mogą pojawić się spoilery pierwszej części.

Po zdobyciu tytułu Królewskiej Obrończyni Celaena wiedzie spokojne i wygodne życie. Mieszka w pałacu w otoczeniu przyjaciół, ma do dyspozycji służącą, za wypełnianie zobowiązań wobec króla dostaje godziwą zapłatę, dzięki której może sobie pozwolić na małe kobiece słabostki. Wszystko jak w bajce, jest tylko małe "ale"... Tytuł zobowiązuje. Celaena Sardothien nie tylko ochrania dygnitarzy na okolicznościowych ucztach i balach, ale też wypełnia powierzane przez króla tajne misje, w których musi wykazać się sprytem i umiejętnościami Milczącego Zabójcy. O zdradę i udział w tajnym spisku tym razem zostaje oskarżony dawny znajomy z Twierdzy Zabójców Archer Finn. Czy mężczyzna obdarzony niezwykłą umiejętnością uwodzenia każdej spotkanej kobiety naprawdę uczestniczy w zmowie mającej na celu obalenie monarchy Adarlanu? Tymczasem Oko Eleny wiszące na szyi zabójczyni rozbłyska coraz częściej, co wróży kłopoty...

Następna część genialnego "Szklanego tronu". I tutaj "Koronę w mroku" czeka trudne zadanie. Bo czy drugiej części uda się dorównać poziomu pierwszej? Zdecydowanie tak! Szerze mówiąc nie jestem w stanie powiedzieć, która część podobała mi się bardziej. W pierwszym tomie bardzo zaciekawił mnie motyw walki o tytuł Królewskiego Obrońcy, jednak druga część ma jeden ogromy plus. Akcja rozwija się w strasznie szybkim tempie, chociaż nie wiem, czy mogę tu mówić o rozwijaniu, gdy wkraczamy w nią praktycznie od pierwszej strony książki.

W tej części jest zdecydowanie więcej.... wszystkiego! Więcej akcji, przez co książkę czyta się szybciej. Więcej tajemnic, przez co jest znacznie ciekawsza. Więcej wątku romantycznego, co bynajmniej nie przeszkadza w czytaniu;) I wreszcie więcej magii, a im więcej magii tym lepiej. Rozwinięcie tego wątku bardzo mnie zainteresowało, ponieważ w pierwszej części magii jest niewiele i pojawia się dopiero na końcu książki.

Mamy tutaj rozwinięcie nie tylko wątku magicznego, ale także wielu innych. "Korona w mroku" daje odpowiedzi na wiele pytań, które prawdopodobnie zadawała sobie większość czytelników (na przykład ja;)) po przeczytaniu "Szklanego tronu". W tej części możemy dowiedzieć się na przykład co księżniczka Nehemia robi w pałacu, oraz jak była przeszłość władcy państwa. Możemy się też dowiedzieć trochę więcej o Zabójczyni Adarlanu, którą po przeczytaniu tej części naprawdę udało mi się polubić. Jednak razem z odpowiedziami przychodzą też nowe pytania, z którymi jak na razie muszę pozostać, bo do wydania trzeciej części jeszcze trochę czasu zostało.

"Koronę w mroku" polecamy wszystkim fanom fantastyki, bo seria jest naprawdę godna uwagi.;)

moja ocena: 10/10

środa, 25 lutego 2015

"Numery. Czas uciekać" Rachel Ward


tytuł:"Numery. Czas uciekać"
autor: Rachel Ward
liczba stron: 317
seria: "Numery" (tom 1)

Jak to jest znać daty śmierci wszystkich ludzi na świecie...? Jak to jest wiedzieć, że ukochana osoba umrze już za kilka dni...?
To, co widzi piętnastoletnia Jem, to dar, ale i przekleństwo. Numery są w jej głowie. Zna datę śmierci matki. Wie, kiedy w ataku terrorystów na Londyn zginą ludzie.
Nikogo nie umie obronić przed śmiercią, więc ucieka - przed rówieśnikami, policją, innymi ludźmi.

 Sięgając po "Numery" liczyłam na książkę fantasy, a może nawet na horror. Nie jestem pewna, jednak wiem, że po takim opisie i po zachwalaniu ją przez wielu blogerów miałam nadzieję, że książka będzie czymś nowym, wciągającym i świetnym. I szerze mówiąc bardzo się na niej zawiodłam.

Dziewczyna, która widzi daty śmierci innych ludzi. Sporo czasu zajęło mi skojarzenie skąd znam ten motyw. A przecież coś całkiem podobnego możemy obejrzeć w filmie "Zapowiedź". Biorąc pod uwagę to, jak bardzo podobał mi się ten film, i jak w niektórych momentach się bałam jeszcze bardziej zachęciło mnie to do przeczytania "Numerów". Jednak jest to jedna z tych książek, w których okładka (naprawdę bardzo mi się podoba) i opis mogą czytelnika zmylić. Jest tak ponieważ książka tak naprawdę jest z gatunku new adult, a tytułowe numery owszem pojawiają się, ale nie jest to wątek za dobrze rozwinięty. Tak naprawdę jest to historia pary nastolatków, Jem i Pająka, którzy uciekają przed policją.

Mogłabym w sumie spisać tę książkę na straty, gdyby nie to, że w miarę podobało mi się zakończenie. Nie mogę powiedzieć, aby jakoś bardzo mnie zaskoczyło, jednak nie zmienia to faktu, że dobrze rokuje dla drugiej części.;)
"Na całym świecie zegary wyznaczały każdą kolejną sekundę, minutę i godzinę. Dalej i dalej. Tysiące, miliony zegarów. Gdybym miała pod ręką cegłę, rzuciłabym nią w okrągłą tarczę, tak żeby szkło rozprysnęło się w noc. Rozbiłabym wszystkie zegary na świecie. Tylko co by to dało...? Nie strzelaj do posłańca - tak się mówi, nie?"
Jeżeli chodzi o naszą główną bohaterkę, Jem, to szczerzę mówiąc bardzo trudno byłoby ją polubić. Jest uparta, lekkomyślna, a decyzję niekiedy przez nią podejmowane sprawiają, że miała ochotę krzyknąć do niej, aby się ogarnęła. Do bólu przypominała mi Allie z "Wybranych", jednak myślę, że to co przeszła Jem może wytłumaczyć chociaż część jej działań. Pająka jako tako da się polubić, jednak Jem - nie.

Styl pisania autorki jest typowo młodzieżowy. Jedyne co mi przeszkadza to to, że narracja w tej książce jest pierwszoosobowa, z punktu widzenia Jem, której, jak już pisałam nie darzę zbytnią sympatią.

Książkę tę mogę polecić fanom gatunku new adult. Sama jednak nie bawiłam się przy tej książce zbyt dobrze. Nie czytało mi się jej szybko, ani przyjemnie. Nie polecam, ale też nie odradzam, chyba, że ktoś ma gust podobny do mnie i za tego typu książkami nie przepada - wtedy radzę sięgnąć po coś innego.

moja ocena: 4/10

niedziela, 8 lutego 2015

"Zabójczyni i Czerwona Pustynia" Sarah J. Maas

tytuł:"Zabójczyni i Czerwona Pustynia"
autor: Sarah J. Maas
liczba stron: 134
seria: Szklany tron (tom 0,2)

Ranna i upokorzona Celaena Sardothien zostaje wysłana na szkolenie na dalekim południu, u okrytych złą sławą Milczących Zabójców. Musi zdobyć list polecający od samego Niemego Mistrza - ten jednak decyduje się szkolić jedynie nielicznych. Pewnej nocy na twierdzę napadają wojska lorda Bericka, władcy pobliskiego miasta, który chce przejąć kontrolę nad zakonem. Atak zostaje odparty, ale Celaena ma niejasne przeczucie, że to nie koniec kłopotów...

I kolejna nowelka z serii "Szklany tron" . Bo, kto czytał ten wie, że gdy wejdzie się w świat Celaeny Sardothien nie ma już z niego odwrotu. "Zabójczyni i Czerwona Pustynia" jest drugą z nowelek, więc mogą się w tej recenzji pojawić spoilery części pierwszej. Do mojej recenzji "Zabójczyni i Władcy Piratów" odsyłam was tutaj. 

Po uwolnieniu niewolników Arobynn wymierzył Celaenie surową karę. Ma miesiąc by zdobyć list polecający u Niemego Mistrza "szefa" Milczących Zabójców. Nie jest to jednak takie proste jak mogłoby się wydawać...

Muszę przyznać, że to na tą historię czekałam najbardziej, ponieważ w "Szklanym tronie" było wspomniane o Milczących Zabójcach. Nie jest to jednak do końca to czego oczekiwałam. Miałam nadzieję, że będą oni co najmniej tak brutalni i tajemniczy jak zabójcy z twierdzy w Rifthold. Jednak okazało się, że jest zupełnie inaczej. Coś czuje, że Sarah J. Maas jeszcze nie raz mnie zaskoczy....

Z przykrością jednak stwierdzam, że ta część nie podobała mi się aż tak bardzo jak "Zabójczyni i Władca Piratów". Może dlatego, że klimat Czerwonej Pustyni nie spodobał mi się tak bardzo, jak Zatoka Czaszek, a może dlatego, że brakowało tu tak charakterystycznej postaci, jaką w pierwszej części był kapitan Rolfe. Wyraźnie zarysowane były tak naprawdę tylko postacie Niemego Mistrza i Ansel, przyjaciółki Celaeny, reszta była tylko tłem. Jednak nie będę tego zaliczać do minusów książki, ponieważ nie da się na 134 stronach opisać dokładnie każdą postać.

Akcja książki jest wartka, tak samo jak w innych książkach pani Maas. Tak, są walki. Tak, są tajemnice. Tak, są nieoczekiwane zwroty akcji. I czego chcieć więcej od książki?

Tak naprawdę jedynym minusem książki jest jej dość wysoka cena. Jednak sądzę, że i tak warto ją przeczytać, bo jest to fantastyczna opowieść z niezwykle ciekawą akcją.

moja ocena: 8/10

Podsumowanie stycznia :)

Hejka!;))
Tak jakbyście nie zauważyli to właśnie skończył się syczeń. Po co wam kalendarz, skoro macie mnie:) I kto się z tego powodu cieszy? Ja! A dlaczego? Bo ferie!
W styczniu nie miałam zbyt wiele czasu na czytanie, ale pomimo przeczytałam... aż 8 książek i 2 mangi. Głównie dlatego, że były to krótkie książki, ale nieważne.
Od dołu:
1."Klucz" Mats Strandberg i Sara B. Elfgren - recenzja
2."Harry Potter i Komnata Tajemnic" J.K. Rowling
3."Harry Potter i Więzień Azkabanu" J.K. Rowling
4."Elita" Kiera Cass - recenzja
5."Korona w mroku" Sarah J. Maas
6."Zabójczyni i Czerwona Pustynia" Sarah J. Maas
7."Zabójczyni i podziemny świat" Sarah J. Maas
8."Zabójczyni i Imperium Adarlanu" Sarah J. Maas
9."Opowieść panny młodej 4" Kaoru Mori
10."Opowieść panny młodej 5" Kaoru Mori

Najlepsza książka: "Korona w mroku" i "Harry Potter i Więzień Azkabanu" - Tu chyba nie trzeba nic więcej dodawać. "Korona w mroku" jest świetna i wiedzą to chyba wszyscy, którzy ją czytali, patrz Natalia, a "Harry Potter", to już prawie klasyk.;)

Najgorsza książka: "Elita" - Niestety. Nie jest to co prawda najgorsza książka jaką w życiu przeczytałam, patrz "Szeptem", jednak w porównaniu do innych książek przeczytanych w tym miesiącu wypada dość słabo i tak... byle jak. Sądzę, że jest to najlepsze określenie do tej książki.

Największa cegła - czyli najgrubsza książka: "Klucz" (aż 806 stron)

Myślę, że w tym miesiącu przeczytałam naprawdę dużo książek i jestem z siebie dumna. Większość z nich, pomijając "Elitę" była naprawdę ciekawa. No to...pa pa:)

sobota, 7 lutego 2015

"Elita" Kiera Cass

tytuł: "Elita"
autor: Kiera Cass
liczba stron: 326
seria: Selekcja (tom 2)

35 DZIEWCZYN PRZYBYŁO DO PAŁACU.
 POZOSTAŁO TYLKO 6.

W zamku pozostało już tylko sześć dziewcząt, prawdziwa elita. Rywalizacja o koronę i serce księcia Maxona dobiega już końca  i czują to już chyba wszystkie dziewczyny. Jedyną z nich, która wciąż jeszcze nie wie czego chce jest America.

Maxon zachowuje się dziwnie. 
Aspen wciąż jest drogi memu sercu. 
W zamku dzieją się niedobre rzeczy.
Nie wiem, czy chcę być wybraną.
Czasami mam już wszystkiego dosyć!

Czy tylko mnie nie zachęca ten wstęp?

 Jeżeli czytaliście moją recenzję "Rywalek", to wiecie, że książka ta wciągnęła mnie, oczarowała i pozytywnie zaskoczyła. A jak jest z "Elitą"? Zupełnie odwrotnie.

"Elita" Kiery Cass jest idealnym przykładem na to, jak trójkąt miłosny może zniszczyć całkiem niezłą historię. Sięgając po tę książkę liczyłam na więcej zaskoczeń i akcji niż w tomie pierwszym. A co dostałam? Dziewczynę, która nie ma pojęcie co ze sobą zrobić, jest strasznie niezdecydowana i niszczy życie wszystkim wokoło. W pierwszym tomie naprawdę polubiłam Ami, zastanawiam się więc co się z nią stało. Czuję się prawie tak, jakby zdradziła mnie przyjaciółka... Czy to pobyt w pałacu tak ją zmienił? Nie wiem. Jednak po przeczytaniu "Elity" mam nadzieję, że niedługo porwą ją rebelianci.

A tak wracając do rebeliantów, to faktycznie dowiadujemy się paru ciekawych faktów o nich, jak i o stworzeniu Illeai, jednak jest tego naprawdę niewiele. Książka miała naprawdę ogromny potencjał. I właśnie tego nienawidzę. Gdy autor tworzy ciekawy fikcyjny świat, po czym w ogóle go nie rozwija i zamiast tego skupia się na wątku miłośnym lub, jeszcze gorzej, miłosnym trójkącie. Właśnie dlatego nie czytam paranormal romans.

Książce tej brakowało jakiegoś mocnego momentu do którego cała historia by zmierzała. W efekcie całość wypada dość słabo i tak... byle jak.

Jedyną pozytywną rzeczą w książce jest to, że czyta się ją szybko. Naprawdę bardzo szybko. Gdy już zacznie się ją czytać nie można się oderwać. Nie wiem, czego to zasługa. Może miałam nadzieję, że w końcu wydarzy się coś ciekawego i dlatego nie mogłam przestać czytać? Jednak ostatecznie zawiodłam się, bo książka była do bólu przewidywalna i jak już pisałam taka... byle jaka.

I teraz pozostaje pytania? Czy czytać "Jedyną"?  Myślę, że tak, głównie dlatego, że nie lubię zostawiać niedokończonych serii. Słyszałam też, że "Elita" jest swego rodzaju czarną owcą tej serii i że następna część jest dużo lepsza...

moja ocena: 4/10

czwartek, 15 stycznia 2015

"Klucz" Mats Strandberg i Sara B. Elfgren

tytuł: "Klucz"
autorzy: Mats Strandberg i Sara B. Elfgren
liczba stron: 853
seria: "Engelsfors" (tom 3)

UWAGA 
"Klucz" to trzecia część serii, tak, że w recenzji pojawią się spoilery poprzednich części.

Chociaż od tragedii w sali gimnastycznej w liceum w pozornie spokojnym szwedzkim miasteczku minął niespełna miesiąc, świat Wybrańców niebawem znów stanie na głowie. Tajemnice zostaną wyjawione, a lojalność wystawiona na ostateczną próbę. Czasu jest coraz mniej, Wybrańcy mogą być pewni tylko jednego - nic nie będzie tak jak dawniej.

 Na "Klucz" czekałam od skończenia tom drugiego, "Ognia", czyli od roku. Ponieważ cała seria BARDZO mi się podobała, oczekiwałam czegoś świetnego. Wielkiego zakończenia. Poniekąd to właśnie dostałam, jednak czegoś mi w tej książce zabrakło...

Po aferze z PE (pozytywne Engelsfors) Wybrańcy nie widzą co robić dalej. Teoretycznie mają pokonać apokalipsę, zamknąć portal do świata demonów i tak dalej. Tu jednak pojawia się problem. Nie bardzo wiedzą jak to zrobić, a przecież mają już tak niewiele czasu. Nie wiedzą komu mają ufać i co się w około dzieje. Przez jakąś część książki panował taki chaos, że praktycznie nie wiedziałam co się dzieję, kto jest w danym momencie "dobry", a kto "zły". Trochę mnie to irytowało. Jednak gdy już prawdziwa akcja się zaczęła, szybko wybaczyłam książce, to co było na początku, bo czytanie całkowicie mnie pochłonęło.

W książce jest mnóstwo nieoczekiwanych zwrotów akcji, nawet nie wiem czy nie za dużo. Trudno jest się w niej połapać i panuje (jak już pisałam) okropny chaos. Przez jakąś część książki Wybrańcy praktycznie donikąd nie zmierzali, kręcili się w kółko.

Jednak ta część ma coś czego w poprzednich nie było i dla mnie jest dużym plusem. Są to sceny z "pogranicza", czyli miejsca do którego Ida trafiła po śmierci. W sumie, to one najbardziej mnie ciekawiły. Razem z Idą odkrywałam wszystkie sekrety Wybrańców, o których oni nie mieli pojęcia.

Jeżeli chodzi o Wybrańców, to muszę przyznać, że tych co lubiłam, Eliasa i Rebece, autorzy zabili już w pierwszej książce. Jeżeli chodzi o tych co zostali, to nie, nie polubiłam już żadnego, z obawy przed tym, że autorzy znów ich uśmiercą. Jednak podobało mi się to, że postacie w żaden sposób nie były wyidealizowane, a także to, że nie mamy tu jednej głównej bohaterki, tylko książka jest równo rozłożona między wszystkie.

Ogółem "Klucz" mi się podobał, pomimo, że przez początkowy chaos nie jest aż tak dobry jak inne części. Jednak wciąż trzymał ten mroczny klimat, który tak cenię w tej serii. Polecam.

moja ocena: 8/10

wtorek, 6 stycznia 2015

"Gra Endera" Orson Scott Card

tytuł: "Gra Endera"
autor: Orson Scott Card
liczba stron: 325

Muszę przyznać, że nie przepadałam za science fiction. To pewnie przez książkę "Dzień tryfidów", którą ostatnio przeczytała. Nie chodzi o to, że była zła, nie, była po prostu nudna i donikąd nie zmierzająca. Myślałam, że właśnie takie jest science fiction. Tak, użyłam czasu przeszłego. Myślałam tak, aż do czasu, kiedy przeczytałam "Grę Endera"

Wobec śmiertelnego zagrożenia nadciągającego z kosmosu Ziemia przygotowuje swoją broń ostatniej nadziei. Jest nią chłopiec, w którym odkryto zalążki niezwykłego geniuszu wojskowego. Czas nagli, a przyszłość dwóch cywilizacji spoczywa w rękach dziecka...


W Enderze odkryto potencjał, by w przyszłości zostać niezwykłym dowódcą, który uratuje ludzi przed atakiem niebezpieczeństwa z kosmosu. Zarówno w jego bracie Peterze, jak i siostrze Valentine też to odkryto. Jednak oni nie przeszli testów. Nie nadawali się. Z Enderem jest jednak inaczej. Od razu widać, że jest wyjątkowy.

Tym, co najbardziej zdziwiło mnie w "Grze Endera" jest wiek bohaterów. Czy w jakiejkolwiek innej książce czytaliście o sześciolatku, który ma wygrać walkę z kosmitami? O dwunastolatku, który chce zapanować nad światem? O dziesięciolatce, która wywołuje polityczne zamieszanie? Ja nie. A jeżeli już to byli to tego rodzaju bohaterowie w bajkach, w których nikt nie wież, a oni potem, nikt nie wie jakim cudem ratują świat. Tutaj jednak jest inaczej. Wszyscy ludzie wierzą, że ich nadzieją jest sześciolatek. Czy tylko mi to wydaje się chore? To właśnie przez to Ender czuje na sobie tak ogromną presję. Właśnie dlatego ta książka wydała mi się taka smutna. Ender od zawsze był izolowany, od zawsze przed kimś uciekał. Najpierw przed starszym bratem, potem przed chłopakami ze szkoły. Zawsze, gdy już poukłada sobie życie, coś musi się zepsuć. Pod tym względem trochę przypomina mi Harrego Pottera z książek pani Rowling, jednak w porównaniu do Endera, Harry miał cudowne dzieciństwo...

Ponieważ jest to książka science fiction, nie czyta się ją bardzo szybko czy łatwo, jednak język Orsona Carda nie należy też do najtrudniejszych. Bardzo podoba mi się sposób w jaki napisana jest książka. Na początku rozdziału mamy dialog między dwoma osobami, i dopiero potem przechodzimy do normalnej, trzecioosobowej, narracji. Nie wiemy na początku kto z kim rozmawia i wyjaśnia nam się to dopiero później. Jest to następna, rzecz, która podoba mi się w tej książce. Tajemnice. Tak, dużo tajemnic, a im więcej tym lepiej.:)

W książce jest dużo bohaterów, których można polubić, na przykład: Alai (który jest naprawdę super i którego lubię najbardziej), Groszek, czy Valentine. Jak już pisałam, najbardziej zdziwił mnie wiek bohaterów. Valentine, na przykład, wyobrażałam dobie jako szesnastolatkę, a tu się nagle okazuje, że jest młodsza ode mnie. Główny bohater, Ender jest postacią ciekawą. Jest bardzo inteligentny i odważny, jednak nie da się powiedzieć, czy jest raczej dobry, czy zły. Na pewno się stara, jednak nie jest postacią, którą można łatwo "rozgryźć".

"Grę Endera" polecam wszystkim, głównie miłośnikom science fiction, ale nie tylko. Jest niezwykle interesująca, wciągająca i poruszająca.

Moja ocena: 9/10




sobota, 3 stycznia 2015

Najlepsze książki 2014 roku!:)

Szerze, To nie liczy liczyłam ile książek przeczytałam w 2014 roku i nie mogę wam podać dokładnej liczby. Przepraszam:( Wiem tylko, że było ich bardzo, bardzo, bardzo dużo. W tym poście chciałabym wam pokazać 11 najlepszych książek jakie przeczytałam w tym roku:) Dlaczego 11? Chciałam 10, ale nie mogłam się zdecydować. Przynajmniej jest oryginalnie. Zapraszam!

Książki nie są poukładane w żadnej kolejności. Wszystkie są dla mnie tak samo ważne.

1. "Hobbit" J.R.R. Tolkien
Nie wiem czy trzeba to wyjaśniać. Tolkien jest po prostu nieśmiertelny, a jego książki ciągle będą zdobywać nowych fanów. "Hobbit" spodobał mi się
tak bardzo, dzięki fantastycznie wykreowanym bohaterom, krainą, magicznym stożeniom i wspaniałemu stylowi pisania autora. Dzięki niemu zaczęłam też czytać "Władcę pierścieni" (jestem w połowie:)), którego wcześniej bałam się trochę ze względu na wielkość.




2. " Opowieści z Narnii. Podróż "Wędrowca do świtu"" C.S. Lewis

Tak, wiem nie czytałam "Opowieści z Narnii" w dzieciństwie. Po prostu wtedy ta książka mi nie podeszła. Teraz jednak zdecydowałam się sięgnąć za nią i bardzo mi się spodobała. Mimo, że jestem chyba trochę na nią za stara, to spędziłam bardzo miłe chwile czytając "Podróż "Wędrowca do świtu" (nie wiem jak napisać ten tytuł).


3. "Pretty Little Liars. Tajemnice Ali" Sara Shepard

Wiem, że chyba nie powinnam się do tego przyznawać, ale w tym roku przeczytałam prawie całą serię. Właśnie "Tajemnice Ali" podobały mi się najbardziej. Polecam jednak przeczytać to dopiero na koniec serii, bo można tym sobie nieźle zaspoilerować.


4."Gra Endera" Orson Scott Card
Mimo, że nie jest to książka, którą się czyta szybko lub łatwo, to na pewno jest wciągająca. "Gra Endera" z powrotem zachęciła mnie do science fiction. Recenzja niedługo będzie.

 5."Ogień" Mats Strandberg i Sara B. Elfgren
Druga część serii "Engelsfors".
Jedna z najbardziej wciągających książek jakie czytałam. Jest to chyba też najlepsza książka o magii, jaką miałam. Właśnie czytam trzecią część i jest tak samo świetna, niedługo recenzja.

6. "Lodowy smok" George R.R. Martin
Niesamowita książka, o poświęceniu i przyjaźni, ciekawa i z pięknymi ilustracjami. Niedługo napiszę recenzje.


7. Szklany tron" Sara h J. Maas
Nie chodzi mi tylko o pierwszą część, ale o wszystkie, które przeczytałam. Recenzja.



8."Posłaniec" Markus Zusak
Świetna książka, z przesłaniem, wspaniale wykreowanymi bohaterami i wartką akcją. Bałam się, że po przeczytaniu "Złodziejki książek", "Posłaniec nie spodoba mi się, jednak tak nie było. Naprawdę świetna książka. Recenzja.

9. "Złodziejka książek" Markus Zusak.
I koleina świetna książka Zusaka. Oczarowuje, bohaterami, akacją, stylem pisania, nietypową narracją, po prostu wszystkim. Mimo, że jest trochę cegłowata, czyta się naprawdę szybko.

 10. "Miasto cieni" Ransom Riggs
Druga część "Osobliwego domu pani Peregrine" i kolejna książka, w której podoba mi się absolutnie wszystko, a najbardziej jej mroczny styl. Recenzja.

11. "Opowieść panny młodej" Kaoru Mori
Nie jest to książka, tylko manga, ale postanowiłam ją umieścić w tym poście, ponieważ bardzo mi się podobała. Zachęciła mnie do tego gatunku. Na pewno zrobię recenzja, gdy przeczytam całą serię.

To by było na tyle. Chciałabym wam bardzo polecić wszystkie te książki i do tego złożyć najlepsze życzenia na nowy rok. Taa.. chciałabym, jednak nie jestem w tym zbyt dobra, więc życzę wam tylko aby, wszystko było jeszcze lepsze, a przynajmniej nie gorsze niż było w 2014. :))



poniedziałek, 29 grudnia 2014

"Gra o tron" George R.R. Martin

tytuł: "Gra o tron"
autor: "George R.R. Martin
liczba stron: 838

W Zachodnich Krainach o ośmiu tysiącach lat zapisanej historii widmo wojen i katastrofy nieustannie wisi nad ludźmi. Zbliża się zima, lodowate wichry wieją z północy, gdzie schroniły się wyparte przez ludzi pradawne rasy i starzy bogowie. Zbuntowani władcy na szczęście pokonali szalonego Smoczego Króla, Aerysa Targaryenam, zasiadającego na Żelaznym Tronie Zachodnich Krain, lecz obalony władca pozostawił po sobie potomstwo, równie szalone jak on sam. Tron objął Robert - najznamienitszy z buntowników. Minęły już lata pokoju i oto możnowładcy zaczynają grę o tron.

"Gra o tron" jest pierwszą częścią serii "Pieśń lodu i ognia" napisanej przez Georga R.R. Martina. Pierwszą książką tego autora jaką przeczytałam był "Lodowy smok", którego recenzje na pewno jeszcze napiszę. Nie można tych książek jednak ze sobą porównywać, ponieważ byłoby to mniej więcej tak, jakby próbować porównywać "Hobbita" z "Władcą pierścienia". Myślę, że powtórzę słowa wielu blogerów, pisząc, że "Gra o tron" napisana jest z ogromnym rozmachem. Na początku co prawda było mi trochę trudno połapać się we wszystkich bohaterach i krainach. Jednak gdy już to ogarnęłam, książka naprawdę mnie wciągnęła. Głównym wątkiem książki jest tytułowa gra o tron, do którego prawa roszczą sobie prawie wszyscy. Nie za bardzo wiem czy da się tu mówić o dobrych i złych bohaterach. Co prawda od razu tak naprawdę patrzymy na całą scenę z perspektywy Starków, którzy sądzą, że Lannisterowie nie są źli i nieuczciwi, jednak nie mamy pewności, kto tak naprawdę najbardziej namieszał...

Jak już pisałam książka napisana jest z ogromnym rozmachem, mamy tu liczne rody, czyli te główne, Lannisterowie i Starkowie, ale jest ich dużo, dużo więcej.  Oprócz tego mamy tu też postacie, które tak naprawdę nie walczą po żadnej stronie, myślą tylko o sobie i nie wiemy, z którym z rodów bratają się w danej chwili. Jest też mnóstwo miejsc akcji i lordów, którzy nimi panują. Praktycznie od razu przewijają nam się ich nazwy, które nie sposób zapamiętać i ogarnąć. Muszę przyznać, że zaczęłam to wszystko rozumieć dopiero mniej więcej w połowie książki.

Sądzę, że jednym z plusów książki jest niepewność, która towarzyszy nam podczas jej czytania. Nigdy nie wiemy, kiedy postać, którą lubimy zostanie zabita lub okaże się kimś innym, niż myśleliśmy, że jest. Nie dotyczy to tylko postaci. Legendy lub nawet całe rody, okazują się inne, niż na początku myśleliśmy.

Jeżeli chodzi o postacie, to jest ich w tej książce tak wiele, że nie wystarczyłoby mi czasu, aby wypisać tu je wszystkie. Sądzę, że moim ulubioną bohaterką jest Arya, która nie przejmuje się opinią innych i stereotypami, nie jest nadętą damą. Tak jak już pisałam jest wiele postaci, do których po prostu bałam się przywiązać.

Język pisania Georga R.R. Martina nie jest skomplikowany, ale nie należy też do najlżejszych. Narracja w książce jest trzecioosobowa, ze szczególnym uwzględnieniem bohatera, którego autor podaje w tytule rozdziału.

Nie sposób też nie wspomnieć o wątku fantastycznym. Chociaż praktycznie pojawia się już w pierwszym rozdziale, to rozwija się dopiero, mniej więcej od połowy. Bardzo mi się spodobał. I gdy już się rozwinął, książka stała się dla mnie dużo ciekawsza, ale też dużo bardziej przerażająca. Motywami fantastycznym w tej książce, są głównie złe i straszne postacie.

Bardzo trudno jest mi tę książkę ocenić, ponieważ ma ona wiele wątków, jest bardzo długa i poplątana. Ujawniając coś mogłabym od razu zrobić wielki spojler nawet o tym nie wiedząc. Mam więc nadzieję, że tyle wystarczy i na zakończenie napiszę tylko, że "Grę o tron" serdecznie polecam.:)

niedziela, 28 grudnia 2014

"W śnieżną noc" Maureen Johnson, John Green i Lauren Myracle

tytuł: "W śnieżną noc"
autorzy: Maureen Johnson, John Green i Lauren Myracle
liczba stron: 335

W Wigilię miasteczko Gracetown kompletnie zasypuje śnieg. Na pocztówkach może i wygląda to malowniczo, ale w rzeczywistości bardzo komplikuje życie. I na pewno nikt nie spodziewa się, że przedzieranie się przez zaspy samochodem  rodziców, nieplanowana kąpiel w przeręblu albo nieprzyzwoicie wczesna zmiana w Starbucksie mogą prowadzić do spotkania z miłością. Jednak w śnieżną noc, kiedy działa magia świąt, zdarzyć się może wszystko...

Szkoda, że nie zdążyłam w czasie z recenzją, no ale cóż przynajmniej wpasowałam się w klimat, bo wreszcie zaczął podać śnieg... :)

Szczerze mówiąc nie jestem zbyt wielkim fanem obyczajówek, więc sięgnęłam po tą pozycje dlatego, że wszyscy czytają i mówią, że jest super.  Mimo, że książka nawet mi się spodobała, to nie powaliła mnie swoją świetnością.

"W śnieżną noc" napisane jest przez trzech autorów, z czego (chyba nie powinnam się tym chwalić) jednym, którego wcześniej znałam jest John Green. To właśnie jego opowiadanie najbardziej mi się spodobało. Nie wiem, czy chodzi o fabułę, czy jedyny w swoim rodzaju humor. Opowiadanie nazywa się "Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy" i opowiada o Tobinie, który z dwójką znajomych, Diuk i JP, dostają wiadomość, że w Waffle House wydarzył się prawdziwy Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy. Bohaterowi są bardzo ciekawi, a sama akcja, przezabawna i wciągająca.. Jest duża dawka humoru i całkiem sporo akcji jak na tego typu opowiadania.
"Placki ziemniaczane są zawsze w świetnym nastroju. I to się udziela. Kiedy patrzę na szczęśliwe placki ziemniaczane, sam czuję się szczęśliwy."
Jeżeli chodzi o opowiadanie Maureen Johnson, "Podróż wigilijna", to  też mi się spodobało. Opowiada ono o dziewczynie o imieniu Jubilatka (nie, nie pomyliłam się w pisowni), która zostaje zmuszona do wyjechania na Wigilię do dziadków na Florydę, jednak nie wszystko idzie po jej myśli. Bohaterowie w opowiadaniu byli DZIWNI, ale w sumie całkiem spoko. Sama akcja była trochę przesłodzona, ale w związku z tych, że czytałam to w Święta, to byłam w stanie to przeżyć. :)
"To co dla jednych jest obłędem, dla innych stanowi gwarancję zdrowia psychicznego"
Trzecie opowiadanie zostało napisane przez Lauren Myracle, i ma tytuł "Święta patronka świnek". Szczerze mówiąc nie za bardzo mi się podobało. Nie polubiłam głównej bohaterki, Addie, która była zbyt skoncentrowana na sobie. W sumie to właśnie o tym była ta książka, o dziewczynie, która próbuje przestać stawiać siebie na pierwszym miejscu i użalać się nad sobą. Nie chodzi jednak tylko o bohaterów. Cała akcja, była bardzo powolna, a momentami wcale jej nie było, był natomiast tak zwany "show Addie".

Mimo, że opowiadania krążyły przy temacie Świąt, to tak naprawdę ogromnie się od siebie różniły tematyką, przesłaniem i stylem pisania autorów. To co podobało mi się w książce to to, że w sprytny sposób wszystkie opowiadania były ze sobą połączone, tak, że z każdym z nich dowiadywałam się więcej o miasteczku Gracetown i jego mieszkańcach. Szczególnie ostatnie strony czytało się wyjątkowo przyjemnie, kiedy wszystko w zgrabny sposób się połączyło i wyjaśniło.

Mogę spokojnie polecić "W śnieżną noc" wszystkim, trzeba jednak pamiętać, że są to opowiadania miłe i świąteczne, tak, że mogą być lekko przesłodzone.

wtorek, 23 grudnia 2014

"Dawca" Lois Lowery

tytuł: "Dawca"
autor: Lois Lowery
liczba stron: 293

Wizjonerska powieść o świecie, w którym ludzie zapomnieli, czym są miłość, pamięć i... kolory.

W społeczności w której żyje Jonasz nie ma miejsca na uczucia, przyjemności, czy tego typu "niepotrzebne" i "niebezpieczne" rzeczy. Każde dziecko jest takie same. Wszystkie mają urodziny tego samego dnia, dostają na nie to samo i obchodzą je w ten sam sposób. Dzieci trafiają do specjalnie przygotowanych komórek rodzicielskich. Czy tylko mnie to przeraża? Właśnie taka jest książka "Dawca" nie miła, nie lekka, nie straszna, lecz po prostu przerażająca.

W ich świecie wszystko jest idealne. Wszystkim rządzi rutyna i starannie wymyślone prawa. Jedyną osobą, która odbiega od tej normy jest Odbiorca.

Jak już pisałam książka naprawdę mnie przeraża ale jednocześnie intryguje. Nie myślcie, że jest zła, po prostu wizja przyszłości w niej ukazana jest dużo straszniejsza od wizji z "Igrzysk śmierci", ale jednocześnie też dużo bardziej realna. Ludzie zachowują się w niej jak roboty, żyją niby idealnie ale bez wyżej określonego celu. Bardzo ważna jest dla nich edukacja, a jedną z najważniejszych jej dziedzin poprawne słownictwo. Ludzie dokładnie opisują swoje uczucia, których tak naprawdę nie mają...

"-Czy wy mnie kochacie?
(...)
-Ojciec chce powiedzieć, że użyłeś szalenie ogólnikowego słowa, tak pozbawionego treści, że już niemal całkowicie wyszło z użycia. - starannie wyjaśniła matka."

Dużym plusem opowieści jest jego główny bohater, Jonasz, który jest tak wyjątkowy jak jego imię. Niby ma zaledwie jedenaście lat, ale zachowuje się na dużo starszego, praktycznie w niektórych momentach miałam wrażenie, że patrzę na dorosłego. W ogóle nie pasuje do otaczającego go społeczeństwa, od początku widzimy, że jest inny. Podoba mi się to, że powieść bardzo się zmienia z biegiem akcji tak samo jak zmienia się nastawienie Jonasza. Na początku przyjmujemy wszystko bez komentarzy nie ma miejsca na bunt, jednak potem to zaczyna się zmieniać i... robi się naprawdę ciekawie.

Na początku książka nie za bardzo mnie zaciekawiła i nie miałam co do niej za dużych wymagań. Jednak potem akcja wciągnęła mnie do tego stopnia, że już po przeczytaniu niej wciąż mnie przeraża. Nie mogę przestać o niej myśleć, o tym co by było gdybym mieszkała w takiej społeczności. Wśród ludzi na pozór miłych, ale tak naprawdę bez serca. Mimo tego, że zwykle wyobrażam sobie siebie jako postać książki, którą w danym momencie czytam to tu po prostu nie byłam w stanie. Wiem, że nie byłabym w stanie przeżyć w świecie opisanym w książce "Dawca".
 "-Z całą pewnością nie byłoby to bezpieczne - powiedział Jonasz z przekonaniem. - A gdyby tak pozwolono im wybierać sobie małżonka i dokonaliby złego wyboru? Albo co by było - ciągnął, choć chciało mu się śmiać z tak absurdalnego pomysłu - gdyby sami wybierali swoją pracę?"
Następną sprawą  jest zakończenie książki, które jest dziwne, nieoczekiwane, ale też bardzo interesujące. Postawiło ta kropkę nad i w moim odczuciu co do tej książki. Nie za bardzo wiem czy uda mi się napisać w recenzji jak bardzo poruszyła mnie ta książka, ale tak właśnie było. Naprawdę, nie spotkałam się z czymś takim od przeczytanie "Złodziejki książek" Markusa Zusaka.

Książkę "Dawca" polecam, ponieważ czyta się ją szybko, ale nie jest to lektura, która pozostawia (przynajmniej mnie) bez refleksji.

Do wyzwania: Grunt to okładka



poniedziałek, 22 grudnia 2014

"Zabójczyni i władca piratów" Sarah J. Maas

tytuł: "Zabójczyni i Władca Piratów"
auto: Sarah J. Maas
liczba stron: 97

Groźna zabójczyni Celaena Sardothien pragnie dokonać odwetu. Gildia Zabójców wysyła ją na odległą wyspę na tropikalnych morzach, by odebrała dług od władcy piratów. Gdy dowiaduje się, że spłatę uzgodniono nie w pieniądzach, a w niewolnikach, charakter misji nagle ulega zmianie. Zabójczyni zrobi wszystko, by pokonać zło.

Ponieważ "Szklany tron" bardzo, bardzo, ale to bardzo mi się podobał postanowiłam sięgnąć po jedną z nowelek napisaną przez autorkę. Moje odczucia? Super!

Miałam też nadzieję, że czytając tę książkę przekonam się do Celaeny, ale niestety mi się to nie udało. Mówi się trudno. W tym opowiadaniu można za to poznać Sama, dawnego przyjaciela Celaeny, który wydaje mi się być w porządku, ale tak naprawdę po przeczytani zaledwie 97 stron książki nie jestem jeszcze w stanie ocenić, czy go lubię.

Tym razem Sarah J. Maas przenosi nas na piracki port na wyspie, w scenerie niemal jak w filmie "Piraci z Karaibów", która muszę przyznać podobała mi się bardziej niż mury zamku w Adarlanie. I znów tak samo jak w "Szklanym tronie" od książki nie można się oderwać, bo akcja wciąga nas i nie wypuszcza aż do końca. Nie wiem czy jest to zasługa samej akcji, czy stylu pisania pani Maas, ale z tym trzeba się po prostu pogodzić, bo książki tej autorki już tak mają.:) Właśnie to mi się nich najbardziej podoba. Nie mamy (lub przynajmniej ja nie mam, bo nie wiem jak inni) tutaj wrażenia, że akcja dzieje się gdzieś dalej, a my sobie spokojnie siedzimy i czytamy. Nie! Czytając książkę "Zabójczyni i Władca Piratów" miałam wrażenie jakbym sama uczestniczyła w akcji.

Jedyne za co mogę się poskarżyć, to to, że książka jest tak krótka. Można ją spokojnie przeczytać w jeden dzień, a mi tak się podobała, że z chęcią przeczytałabym coś jeszcze o podobnej tematyce. Może na przykład opowiadanie o kapitanie Rolfie, który wydał mi się bardzo interesującą postacią. Jak zdobył mapę na swoich rękach? Jak został Władcą Piratów?

Ogółem książkę serdecznie polecam.  Jest naprawdę super i podobała mi się chyba nawet bardziej niż "Szklany tron".

niedziela, 21 grudnia 2014

The Grinch Book Tag

The Grinch Book Tag, jak większość tagów, jest z zagranicznych programów książkowych (nie wiem jak to lepiej napisać :)). Jest to tag świąteczny, jednak patrzący na święta pod innym kątem. Zamiast mówić co nam się w świętach podoba, będziemy narzekać. Zaczynajmy!

1. Połowa lampek choinkowych się przepaliła.
Jaka książka/ seria zaczęła się fajnie ale potem było już tylko gorzej.
Nie będę tu pisać, że "Wybrani", bo jeżeli czytaliście mój post o nich to wiecie co sądzę o tej książce. Zamiast tego napiszę o serii "Niezgodna" Verinici Roth. Pierwsza część jest naprawdę super. Mega wciągająca, mega ciekawa, ogółem EKSTRA. Jednak część druga, "Zbuntowana", już na kolana nie powalała. (Haha, nawet nie czuje, kiedy rymuje.) Przy "Wiernej" natomiast, szczerze mówią, momentami się nudziłam.

2. Irytująca ciotka, która nie chcę zostawić cię w spokoju.
Książka, która ci się nie podoba, mimo, że wszyscy się nią zachwycają.
Do tej kategorii wybrałam książkę "Mroczne umysły" autorstwa Alexandry Bracken. W sumie, ta książka nie jest zła, ale nie podzielam jakiejś wielkiej fascynacji nią. Przeczytałam pierwszą część, a druga czeka od dłuższego czasu na półce i jakoś nie mam ochoty się za nią zabrać, co chyba nie jest dobrym znakiem...

3. Twoje zwierzątko ciągle przewraca świąteczne dekoracje.
Bohater, który psuje życie wszystkim innym. Nie może być czarny charakter.
Allie z "Wybranych". Zdecydowanie Allie, bo kto inny tak świetnie nadawałby się do tej roli?

4.Słyszysz jak rodzice podkładają prezenty i zdajesz sobie sprawę, że Święty Mikołaj nie istnieje.
Książka, którą ci zaspoilerowano.
Jest ich dużo. "Wierna", "Zbuntowana", "Miasto Kości", "Korona w mroku", "Gra o tron" i "Gwiazd naszych wina".  Najśmieszniejsze jest to, że to wszystko zaspoilerowała mi jedna osoba...

5.Widok przesłania ci gruba warstw śniegu.
Bohater do którego nie możesz się przekonać.
Tutaj wybiorę Celaene z serii "Szklany tron", bo mimo, że wszyscy mówią, że jest super, a ja nic do niej nie mam, to mimo to czuję, że nie mogłabym się z nią dogadać.

6.Ciągle powtarzana w radiu piosenka "All I want for Christmas is you" doprowadza cię do szłu.
Książkowa para, której nie możesz znieść.
Zdecydowanie są to Ren i Kelsey z książki "Klątwa tygrysa". To para pokroju Belli i Edwarda ze "Zmierzchu", gdzie on jest bardzo stary, mega przystojny i wytworny, a ona to szara myszka, która nigdy nie miała chłopaka. Jednak Ren i Kelsey są gorsi od Belli i Edwrda, ponieważ wszystko w ich wykonaniu jest tak masakrycznie przesłodzone, że aż mdłe.

7.Szorstki, wełniany sweter z poprzednich świąt, którego się jeszcze nie pozbyłaś.
Książki, które leżą na twojej półce dość długa, a tobie nie chcę się ich czytać, ale nie masz też serca ich wyrzucić.
Takich książek mam pełno. Na przykład mogę podać całą serię, którą rozpoczyna książka "Ania z Zielonego Wzgórza", którą dostałam na komunię.

8.Babcia została porwana przez renifery!
Bohater, którego śmierci nie mogłaś znieść.

UWAGA: jeżeli ktoś nie czytał "Złodziejki książek" niech nie czyta tego i od razu przejdzie do następnego punktu.

Będzie to Rudy z "Złodziejki książek", który był moją ulubioną postacią i umarł w taki smutny sposób, że czytając to chyba pierwszy raz płakałam przy książce. Wciąż jest mi smutno gdy o tym myślę.

9.W centrach handlowych  są prawdziwe tłumy.
 Seria, która ma za dużo tomów i za bardzo się ciągnie.
Sądzę, że są to "Zwiadowcy". Przeczytałam pierwszą część i jest ok, ale jakoś tak nie mogę przejść przez drugą, a świadomość ile jeszcze przede mną dobija mnie.

10.Grinch.
Bohater, którego nienawidzisz. Nie czarny charakter.
Przepraszam, że się powtórzę, ale jest to tak samo jak w punkcie 3 Allie, z książki "Wybrani",zapraszam do mojej recenzji, aby dowiedzieć się, dlaczego tak bardzo jej nienawidzę.

I to już koniec, mam nadzieję, że wam się podobało.:))



O serii "Wybrani" C.J. Daugherty

 tytuł: "Wybrani"
autor: C.J. Daugherty
liczba książek: 4

Myślę, że każdy z was słyszał o serii "Wybrani" napisanej przez C.J. Daughtery. Piszę o trzech pierwszych częściach na raz, ponieważ nie pamiętam ich dostatecznie dobrze, aby dla każdej zrobić oddzielny wpis, a chce być z tą serią na bieżąco, ponieważ właśnie czytam czwartą część. Opowiada ona o Alli, dziewczynie która trafia do Akademii Cimmeria, która jest chyba najdziwniejszą szkołą o jakiej czytałam...

Świat Allie legł w gruzach, jej ukochany brat zginął, a ona została aresztowana - kolejny raz. Rodzice podejmują desperacką decyzję o wysłaniu dziewczyny do elitarnej szkoły z internatem. Akademia Cimmeria nie jest jednak zwyczajną szkołą. Panują tu dziwne zasady, a uczniowie to w większości bogate dzieci wpływowych rodziców. Kiedy jedna z uczennic zostaje zamordowana, Allie zaczyna rozumieć, że Akademia Cimmeria skrywa mroczny sekret. Czy w jego odkryciu pomoże dziewczynie przystojny Sylvain? A może outsider Carter? 
Jaką tajemnicę kryje historia rodziny dziewczyny?
Kim tak naprawdę jest Allie?

Jeżeli chodzi o pierwszą część serii, "Wybrani" to naprawdę bardzo mi się podobała.Te wszystkie tajemnice wpływały na to, że książkę czyta się naprawdę szybko i miło. Nie mogłam się od niej oderwać i z niecierpliwości przewracałam kolejne kartki, aby dowiedzieć się co będzie dalej. Jednak im dalej w to brnęłam tym było gorzej. Druga część, "Dziedzictwo", była fajna, ale bez przesady, jednak trzecia, "Zagrożeni", zawiodli mnie. Dlaczego? Myślę, że chodzi o stały schemat, którym napisane są te książki, to, że akcja zaczyna się dopiero od połowy. Może też chodzi o samą Allie, która z każdą książką denerwowała mnie coraz bardziej.

Narracja w tej serii jest trzecioosobowa ze szczególnym naciskiem na myśli i uczucia głównej bohaterki, Allie. Właśnie to mi przeszkadzało. Nienawidzę tej dziewczyny tak bardzo jak tylko da się nienawidzić książkową postać. Sądzę, że znacznie lepiej czytałoby mi się tę serię, gdyby była ona pisana z perspektywy kogoś innego, na przykład Zoe, Nicole lub nawet  Rahel. Dlaczego tak bardzo nie lubię Allie? Głównie dlatego, że zdaje jej się, że jest pępkiem świata. Bo oczywiście nikt inny na świecie nie cierpi, nikt inny nie może pomóc innym, nikt inny nie ma własnej woli i nikt inny nic nie czuje, poza naszą biedną Allie. Ok, rozumiem, że trochę w życiu przeszła, ale to nie znaczy, że wszyscy, zawsze muszą najpierw myśleć o niej. Jeszcze jedno co mnie w niej wkurza to to, że jest taka niezdecydowana. Naprawdę, podczas akcji książki nie pamiętam ile razy zrywa z Sylvainem, aby być z Carterem i odwrotnie. Dokładniej to opiszę podczas recenzji czwartej części serii, "Zbuntowanych".

Oprócz tego naprawdę denerwował mnie Sylvain. Co prawda nie tak bardzo jak Allie, ale jednak. Nie cierpię go już od pierwszych stron książki, przystojni Francuzi przecież zawszę są podejrzani... Zdecydowanie jestem team Carter.

Jednak nie myślcie, że w tej książce są sami denerwujący bohaterowie. Niektórych z nich naprawdę polubiłam. Na przykład Zoe, która w "Zbuntowanych" ma trzynaście lat jest super. Nie dość, że jest geniuszem to jeszcze mega wysportowana i szczera do bólu. Po prostu ją uwielbiam. Następną postacią, która jest naprawdę ciekawa jest Nicole, bliska przyjaciółka Sylvaina z Francji.

Jeżeli chodzi o samą akcje, to tak jak już mówiłam, przez jakąś część książki jej po prostu nie ma i mamy naszą biedną Allie i jej denerwujące gadanie o niczym, jednak, gdy już się rozwinie wciąga tak, że od książki nie sposób się oderwać. Podoba mi się też temat książki. Szkoła, do której chodzą tylko bogacze, która tak naprawdę okazuje się dużo ważniejsza, niż mogłoby się na początku wydawać. Super!

Mimo tych wszystkich złych rzeczy, które o serii napisałam, sądzę, że mogę ją polecić jeśli tylko jesteście w stanie jakość ścierpieć humory Allie. :P