sobota, 3 stycznia 2015

Najlepsze książki 2014 roku!:)

Szerze, To nie liczy liczyłam ile książek przeczytałam w 2014 roku i nie mogę wam podać dokładnej liczby. Przepraszam:( Wiem tylko, że było ich bardzo, bardzo, bardzo dużo. W tym poście chciałabym wam pokazać 11 najlepszych książek jakie przeczytałam w tym roku:) Dlaczego 11? Chciałam 10, ale nie mogłam się zdecydować. Przynajmniej jest oryginalnie. Zapraszam!

Książki nie są poukładane w żadnej kolejności. Wszystkie są dla mnie tak samo ważne.

1. "Hobbit" J.R.R. Tolkien
Nie wiem czy trzeba to wyjaśniać. Tolkien jest po prostu nieśmiertelny, a jego książki ciągle będą zdobywać nowych fanów. "Hobbit" spodobał mi się
tak bardzo, dzięki fantastycznie wykreowanym bohaterom, krainą, magicznym stożeniom i wspaniałemu stylowi pisania autora. Dzięki niemu zaczęłam też czytać "Władcę pierścieni" (jestem w połowie:)), którego wcześniej bałam się trochę ze względu na wielkość.




2. " Opowieści z Narnii. Podróż "Wędrowca do świtu"" C.S. Lewis

Tak, wiem nie czytałam "Opowieści z Narnii" w dzieciństwie. Po prostu wtedy ta książka mi nie podeszła. Teraz jednak zdecydowałam się sięgnąć za nią i bardzo mi się spodobała. Mimo, że jestem chyba trochę na nią za stara, to spędziłam bardzo miłe chwile czytając "Podróż "Wędrowca do świtu" (nie wiem jak napisać ten tytuł).


3. "Pretty Little Liars. Tajemnice Ali" Sara Shepard

Wiem, że chyba nie powinnam się do tego przyznawać, ale w tym roku przeczytałam prawie całą serię. Właśnie "Tajemnice Ali" podobały mi się najbardziej. Polecam jednak przeczytać to dopiero na koniec serii, bo można tym sobie nieźle zaspoilerować.


4."Gra Endera" Orson Scott Card
Mimo, że nie jest to książka, którą się czyta szybko lub łatwo, to na pewno jest wciągająca. "Gra Endera" z powrotem zachęciła mnie do science fiction. Recenzja niedługo będzie.

 5."Ogień" Mats Strandberg i Sara B. Elfgren
Druga część serii "Engelsfors".
Jedna z najbardziej wciągających książek jakie czytałam. Jest to chyba też najlepsza książka o magii, jaką miałam. Właśnie czytam trzecią część i jest tak samo świetna, niedługo recenzja.

6. "Lodowy smok" George R.R. Martin
Niesamowita książka, o poświęceniu i przyjaźni, ciekawa i z pięknymi ilustracjami. Niedługo napiszę recenzje.


7. Szklany tron" Sara h J. Maas
Nie chodzi mi tylko o pierwszą część, ale o wszystkie, które przeczytałam. Recenzja.



8."Posłaniec" Markus Zusak
Świetna książka, z przesłaniem, wspaniale wykreowanymi bohaterami i wartką akcją. Bałam się, że po przeczytaniu "Złodziejki książek", "Posłaniec nie spodoba mi się, jednak tak nie było. Naprawdę świetna książka. Recenzja.

9. "Złodziejka książek" Markus Zusak.
I koleina świetna książka Zusaka. Oczarowuje, bohaterami, akacją, stylem pisania, nietypową narracją, po prostu wszystkim. Mimo, że jest trochę cegłowata, czyta się naprawdę szybko.

 10. "Miasto cieni" Ransom Riggs
Druga część "Osobliwego domu pani Peregrine" i kolejna książka, w której podoba mi się absolutnie wszystko, a najbardziej jej mroczny styl. Recenzja.

11. "Opowieść panny młodej" Kaoru Mori
Nie jest to książka, tylko manga, ale postanowiłam ją umieścić w tym poście, ponieważ bardzo mi się podobała. Zachęciła mnie do tego gatunku. Na pewno zrobię recenzja, gdy przeczytam całą serię.

To by było na tyle. Chciałabym wam bardzo polecić wszystkie te książki i do tego złożyć najlepsze życzenia na nowy rok. Taa.. chciałabym, jednak nie jestem w tym zbyt dobra, więc życzę wam tylko aby, wszystko było jeszcze lepsze, a przynajmniej nie gorsze niż było w 2014. :))



poniedziałek, 29 grudnia 2014

"Gra o tron" George R.R. Martin

tytuł: "Gra o tron"
autor: "George R.R. Martin
liczba stron: 838

W Zachodnich Krainach o ośmiu tysiącach lat zapisanej historii widmo wojen i katastrofy nieustannie wisi nad ludźmi. Zbliża się zima, lodowate wichry wieją z północy, gdzie schroniły się wyparte przez ludzi pradawne rasy i starzy bogowie. Zbuntowani władcy na szczęście pokonali szalonego Smoczego Króla, Aerysa Targaryenam, zasiadającego na Żelaznym Tronie Zachodnich Krain, lecz obalony władca pozostawił po sobie potomstwo, równie szalone jak on sam. Tron objął Robert - najznamienitszy z buntowników. Minęły już lata pokoju i oto możnowładcy zaczynają grę o tron.

"Gra o tron" jest pierwszą częścią serii "Pieśń lodu i ognia" napisanej przez Georga R.R. Martina. Pierwszą książką tego autora jaką przeczytałam był "Lodowy smok", którego recenzje na pewno jeszcze napiszę. Nie można tych książek jednak ze sobą porównywać, ponieważ byłoby to mniej więcej tak, jakby próbować porównywać "Hobbita" z "Władcą pierścienia". Myślę, że powtórzę słowa wielu blogerów, pisząc, że "Gra o tron" napisana jest z ogromnym rozmachem. Na początku co prawda było mi trochę trudno połapać się we wszystkich bohaterach i krainach. Jednak gdy już to ogarnęłam, książka naprawdę mnie wciągnęła. Głównym wątkiem książki jest tytułowa gra o tron, do którego prawa roszczą sobie prawie wszyscy. Nie za bardzo wiem czy da się tu mówić o dobrych i złych bohaterach. Co prawda od razu tak naprawdę patrzymy na całą scenę z perspektywy Starków, którzy sądzą, że Lannisterowie nie są źli i nieuczciwi, jednak nie mamy pewności, kto tak naprawdę najbardziej namieszał...

Jak już pisałam książka napisana jest z ogromnym rozmachem, mamy tu liczne rody, czyli te główne, Lannisterowie i Starkowie, ale jest ich dużo, dużo więcej.  Oprócz tego mamy tu też postacie, które tak naprawdę nie walczą po żadnej stronie, myślą tylko o sobie i nie wiemy, z którym z rodów bratają się w danej chwili. Jest też mnóstwo miejsc akcji i lordów, którzy nimi panują. Praktycznie od razu przewijają nam się ich nazwy, które nie sposób zapamiętać i ogarnąć. Muszę przyznać, że zaczęłam to wszystko rozumieć dopiero mniej więcej w połowie książki.

Sądzę, że jednym z plusów książki jest niepewność, która towarzyszy nam podczas jej czytania. Nigdy nie wiemy, kiedy postać, którą lubimy zostanie zabita lub okaże się kimś innym, niż myśleliśmy, że jest. Nie dotyczy to tylko postaci. Legendy lub nawet całe rody, okazują się inne, niż na początku myśleliśmy.

Jeżeli chodzi o postacie, to jest ich w tej książce tak wiele, że nie wystarczyłoby mi czasu, aby wypisać tu je wszystkie. Sądzę, że moim ulubioną bohaterką jest Arya, która nie przejmuje się opinią innych i stereotypami, nie jest nadętą damą. Tak jak już pisałam jest wiele postaci, do których po prostu bałam się przywiązać.

Język pisania Georga R.R. Martina nie jest skomplikowany, ale nie należy też do najlżejszych. Narracja w książce jest trzecioosobowa, ze szczególnym uwzględnieniem bohatera, którego autor podaje w tytule rozdziału.

Nie sposób też nie wspomnieć o wątku fantastycznym. Chociaż praktycznie pojawia się już w pierwszym rozdziale, to rozwija się dopiero, mniej więcej od połowy. Bardzo mi się spodobał. I gdy już się rozwinął, książka stała się dla mnie dużo ciekawsza, ale też dużo bardziej przerażająca. Motywami fantastycznym w tej książce, są głównie złe i straszne postacie.

Bardzo trudno jest mi tę książkę ocenić, ponieważ ma ona wiele wątków, jest bardzo długa i poplątana. Ujawniając coś mogłabym od razu zrobić wielki spojler nawet o tym nie wiedząc. Mam więc nadzieję, że tyle wystarczy i na zakończenie napiszę tylko, że "Grę o tron" serdecznie polecam.:)

niedziela, 28 grudnia 2014

"W śnieżną noc" Maureen Johnson, John Green i Lauren Myracle

tytuł: "W śnieżną noc"
autorzy: Maureen Johnson, John Green i Lauren Myracle
liczba stron: 335

W Wigilię miasteczko Gracetown kompletnie zasypuje śnieg. Na pocztówkach może i wygląda to malowniczo, ale w rzeczywistości bardzo komplikuje życie. I na pewno nikt nie spodziewa się, że przedzieranie się przez zaspy samochodem  rodziców, nieplanowana kąpiel w przeręblu albo nieprzyzwoicie wczesna zmiana w Starbucksie mogą prowadzić do spotkania z miłością. Jednak w śnieżną noc, kiedy działa magia świąt, zdarzyć się może wszystko...

Szkoda, że nie zdążyłam w czasie z recenzją, no ale cóż przynajmniej wpasowałam się w klimat, bo wreszcie zaczął podać śnieg... :)

Szczerze mówiąc nie jestem zbyt wielkim fanem obyczajówek, więc sięgnęłam po tą pozycje dlatego, że wszyscy czytają i mówią, że jest super.  Mimo, że książka nawet mi się spodobała, to nie powaliła mnie swoją świetnością.

"W śnieżną noc" napisane jest przez trzech autorów, z czego (chyba nie powinnam się tym chwalić) jednym, którego wcześniej znałam jest John Green. To właśnie jego opowiadanie najbardziej mi się spodobało. Nie wiem, czy chodzi o fabułę, czy jedyny w swoim rodzaju humor. Opowiadanie nazywa się "Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy" i opowiada o Tobinie, który z dwójką znajomych, Diuk i JP, dostają wiadomość, że w Waffle House wydarzył się prawdziwy Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy. Bohaterowi są bardzo ciekawi, a sama akcja, przezabawna i wciągająca.. Jest duża dawka humoru i całkiem sporo akcji jak na tego typu opowiadania.
"Placki ziemniaczane są zawsze w świetnym nastroju. I to się udziela. Kiedy patrzę na szczęśliwe placki ziemniaczane, sam czuję się szczęśliwy."
Jeżeli chodzi o opowiadanie Maureen Johnson, "Podróż wigilijna", to  też mi się spodobało. Opowiada ono o dziewczynie o imieniu Jubilatka (nie, nie pomyliłam się w pisowni), która zostaje zmuszona do wyjechania na Wigilię do dziadków na Florydę, jednak nie wszystko idzie po jej myśli. Bohaterowie w opowiadaniu byli DZIWNI, ale w sumie całkiem spoko. Sama akcja była trochę przesłodzona, ale w związku z tych, że czytałam to w Święta, to byłam w stanie to przeżyć. :)
"To co dla jednych jest obłędem, dla innych stanowi gwarancję zdrowia psychicznego"
Trzecie opowiadanie zostało napisane przez Lauren Myracle, i ma tytuł "Święta patronka świnek". Szczerze mówiąc nie za bardzo mi się podobało. Nie polubiłam głównej bohaterki, Addie, która była zbyt skoncentrowana na sobie. W sumie to właśnie o tym była ta książka, o dziewczynie, która próbuje przestać stawiać siebie na pierwszym miejscu i użalać się nad sobą. Nie chodzi jednak tylko o bohaterów. Cała akcja, była bardzo powolna, a momentami wcale jej nie było, był natomiast tak zwany "show Addie".

Mimo, że opowiadania krążyły przy temacie Świąt, to tak naprawdę ogromnie się od siebie różniły tematyką, przesłaniem i stylem pisania autorów. To co podobało mi się w książce to to, że w sprytny sposób wszystkie opowiadania były ze sobą połączone, tak, że z każdym z nich dowiadywałam się więcej o miasteczku Gracetown i jego mieszkańcach. Szczególnie ostatnie strony czytało się wyjątkowo przyjemnie, kiedy wszystko w zgrabny sposób się połączyło i wyjaśniło.

Mogę spokojnie polecić "W śnieżną noc" wszystkim, trzeba jednak pamiętać, że są to opowiadania miłe i świąteczne, tak, że mogą być lekko przesłodzone.

wtorek, 23 grudnia 2014

"Dawca" Lois Lowery

tytuł: "Dawca"
autor: Lois Lowery
liczba stron: 293

Wizjonerska powieść o świecie, w którym ludzie zapomnieli, czym są miłość, pamięć i... kolory.

W społeczności w której żyje Jonasz nie ma miejsca na uczucia, przyjemności, czy tego typu "niepotrzebne" i "niebezpieczne" rzeczy. Każde dziecko jest takie same. Wszystkie mają urodziny tego samego dnia, dostają na nie to samo i obchodzą je w ten sam sposób. Dzieci trafiają do specjalnie przygotowanych komórek rodzicielskich. Czy tylko mnie to przeraża? Właśnie taka jest książka "Dawca" nie miła, nie lekka, nie straszna, lecz po prostu przerażająca.

W ich świecie wszystko jest idealne. Wszystkim rządzi rutyna i starannie wymyślone prawa. Jedyną osobą, która odbiega od tej normy jest Odbiorca.

Jak już pisałam książka naprawdę mnie przeraża ale jednocześnie intryguje. Nie myślcie, że jest zła, po prostu wizja przyszłości w niej ukazana jest dużo straszniejsza od wizji z "Igrzysk śmierci", ale jednocześnie też dużo bardziej realna. Ludzie zachowują się w niej jak roboty, żyją niby idealnie ale bez wyżej określonego celu. Bardzo ważna jest dla nich edukacja, a jedną z najważniejszych jej dziedzin poprawne słownictwo. Ludzie dokładnie opisują swoje uczucia, których tak naprawdę nie mają...

"-Czy wy mnie kochacie?
(...)
-Ojciec chce powiedzieć, że użyłeś szalenie ogólnikowego słowa, tak pozbawionego treści, że już niemal całkowicie wyszło z użycia. - starannie wyjaśniła matka."

Dużym plusem opowieści jest jego główny bohater, Jonasz, który jest tak wyjątkowy jak jego imię. Niby ma zaledwie jedenaście lat, ale zachowuje się na dużo starszego, praktycznie w niektórych momentach miałam wrażenie, że patrzę na dorosłego. W ogóle nie pasuje do otaczającego go społeczeństwa, od początku widzimy, że jest inny. Podoba mi się to, że powieść bardzo się zmienia z biegiem akcji tak samo jak zmienia się nastawienie Jonasza. Na początku przyjmujemy wszystko bez komentarzy nie ma miejsca na bunt, jednak potem to zaczyna się zmieniać i... robi się naprawdę ciekawie.

Na początku książka nie za bardzo mnie zaciekawiła i nie miałam co do niej za dużych wymagań. Jednak potem akcja wciągnęła mnie do tego stopnia, że już po przeczytaniu niej wciąż mnie przeraża. Nie mogę przestać o niej myśleć, o tym co by było gdybym mieszkała w takiej społeczności. Wśród ludzi na pozór miłych, ale tak naprawdę bez serca. Mimo tego, że zwykle wyobrażam sobie siebie jako postać książki, którą w danym momencie czytam to tu po prostu nie byłam w stanie. Wiem, że nie byłabym w stanie przeżyć w świecie opisanym w książce "Dawca".
 "-Z całą pewnością nie byłoby to bezpieczne - powiedział Jonasz z przekonaniem. - A gdyby tak pozwolono im wybierać sobie małżonka i dokonaliby złego wyboru? Albo co by było - ciągnął, choć chciało mu się śmiać z tak absurdalnego pomysłu - gdyby sami wybierali swoją pracę?"
Następną sprawą  jest zakończenie książki, które jest dziwne, nieoczekiwane, ale też bardzo interesujące. Postawiło ta kropkę nad i w moim odczuciu co do tej książki. Nie za bardzo wiem czy uda mi się napisać w recenzji jak bardzo poruszyła mnie ta książka, ale tak właśnie było. Naprawdę, nie spotkałam się z czymś takim od przeczytanie "Złodziejki książek" Markusa Zusaka.

Książkę "Dawca" polecam, ponieważ czyta się ją szybko, ale nie jest to lektura, która pozostawia (przynajmniej mnie) bez refleksji.

Do wyzwania: Grunt to okładka



poniedziałek, 22 grudnia 2014

"Zabójczyni i władca piratów" Sarah J. Maas

tytuł: "Zabójczyni i Władca Piratów"
auto: Sarah J. Maas
liczba stron: 97

Groźna zabójczyni Celaena Sardothien pragnie dokonać odwetu. Gildia Zabójców wysyła ją na odległą wyspę na tropikalnych morzach, by odebrała dług od władcy piratów. Gdy dowiaduje się, że spłatę uzgodniono nie w pieniądzach, a w niewolnikach, charakter misji nagle ulega zmianie. Zabójczyni zrobi wszystko, by pokonać zło.

Ponieważ "Szklany tron" bardzo, bardzo, ale to bardzo mi się podobał postanowiłam sięgnąć po jedną z nowelek napisaną przez autorkę. Moje odczucia? Super!

Miałam też nadzieję, że czytając tę książkę przekonam się do Celaeny, ale niestety mi się to nie udało. Mówi się trudno. W tym opowiadaniu można za to poznać Sama, dawnego przyjaciela Celaeny, który wydaje mi się być w porządku, ale tak naprawdę po przeczytani zaledwie 97 stron książki nie jestem jeszcze w stanie ocenić, czy go lubię.

Tym razem Sarah J. Maas przenosi nas na piracki port na wyspie, w scenerie niemal jak w filmie "Piraci z Karaibów", która muszę przyznać podobała mi się bardziej niż mury zamku w Adarlanie. I znów tak samo jak w "Szklanym tronie" od książki nie można się oderwać, bo akcja wciąga nas i nie wypuszcza aż do końca. Nie wiem czy jest to zasługa samej akcji, czy stylu pisania pani Maas, ale z tym trzeba się po prostu pogodzić, bo książki tej autorki już tak mają.:) Właśnie to mi się nich najbardziej podoba. Nie mamy (lub przynajmniej ja nie mam, bo nie wiem jak inni) tutaj wrażenia, że akcja dzieje się gdzieś dalej, a my sobie spokojnie siedzimy i czytamy. Nie! Czytając książkę "Zabójczyni i Władca Piratów" miałam wrażenie jakbym sama uczestniczyła w akcji.

Jedyne za co mogę się poskarżyć, to to, że książka jest tak krótka. Można ją spokojnie przeczytać w jeden dzień, a mi tak się podobała, że z chęcią przeczytałabym coś jeszcze o podobnej tematyce. Może na przykład opowiadanie o kapitanie Rolfie, który wydał mi się bardzo interesującą postacią. Jak zdobył mapę na swoich rękach? Jak został Władcą Piratów?

Ogółem książkę serdecznie polecam.  Jest naprawdę super i podobała mi się chyba nawet bardziej niż "Szklany tron".

niedziela, 21 grudnia 2014

The Grinch Book Tag

The Grinch Book Tag, jak większość tagów, jest z zagranicznych programów książkowych (nie wiem jak to lepiej napisać :)). Jest to tag świąteczny, jednak patrzący na święta pod innym kątem. Zamiast mówić co nam się w świętach podoba, będziemy narzekać. Zaczynajmy!

1. Połowa lampek choinkowych się przepaliła.
Jaka książka/ seria zaczęła się fajnie ale potem było już tylko gorzej.
Nie będę tu pisać, że "Wybrani", bo jeżeli czytaliście mój post o nich to wiecie co sądzę o tej książce. Zamiast tego napiszę o serii "Niezgodna" Verinici Roth. Pierwsza część jest naprawdę super. Mega wciągająca, mega ciekawa, ogółem EKSTRA. Jednak część druga, "Zbuntowana", już na kolana nie powalała. (Haha, nawet nie czuje, kiedy rymuje.) Przy "Wiernej" natomiast, szczerze mówią, momentami się nudziłam.

2. Irytująca ciotka, która nie chcę zostawić cię w spokoju.
Książka, która ci się nie podoba, mimo, że wszyscy się nią zachwycają.
Do tej kategorii wybrałam książkę "Mroczne umysły" autorstwa Alexandry Bracken. W sumie, ta książka nie jest zła, ale nie podzielam jakiejś wielkiej fascynacji nią. Przeczytałam pierwszą część, a druga czeka od dłuższego czasu na półce i jakoś nie mam ochoty się za nią zabrać, co chyba nie jest dobrym znakiem...

3. Twoje zwierzątko ciągle przewraca świąteczne dekoracje.
Bohater, który psuje życie wszystkim innym. Nie może być czarny charakter.
Allie z "Wybranych". Zdecydowanie Allie, bo kto inny tak świetnie nadawałby się do tej roli?

4.Słyszysz jak rodzice podkładają prezenty i zdajesz sobie sprawę, że Święty Mikołaj nie istnieje.
Książka, którą ci zaspoilerowano.
Jest ich dużo. "Wierna", "Zbuntowana", "Miasto Kości", "Korona w mroku", "Gra o tron" i "Gwiazd naszych wina".  Najśmieszniejsze jest to, że to wszystko zaspoilerowała mi jedna osoba...

5.Widok przesłania ci gruba warstw śniegu.
Bohater do którego nie możesz się przekonać.
Tutaj wybiorę Celaene z serii "Szklany tron", bo mimo, że wszyscy mówią, że jest super, a ja nic do niej nie mam, to mimo to czuję, że nie mogłabym się z nią dogadać.

6.Ciągle powtarzana w radiu piosenka "All I want for Christmas is you" doprowadza cię do szłu.
Książkowa para, której nie możesz znieść.
Zdecydowanie są to Ren i Kelsey z książki "Klątwa tygrysa". To para pokroju Belli i Edwarda ze "Zmierzchu", gdzie on jest bardzo stary, mega przystojny i wytworny, a ona to szara myszka, która nigdy nie miała chłopaka. Jednak Ren i Kelsey są gorsi od Belli i Edwrda, ponieważ wszystko w ich wykonaniu jest tak masakrycznie przesłodzone, że aż mdłe.

7.Szorstki, wełniany sweter z poprzednich świąt, którego się jeszcze nie pozbyłaś.
Książki, które leżą na twojej półce dość długa, a tobie nie chcę się ich czytać, ale nie masz też serca ich wyrzucić.
Takich książek mam pełno. Na przykład mogę podać całą serię, którą rozpoczyna książka "Ania z Zielonego Wzgórza", którą dostałam na komunię.

8.Babcia została porwana przez renifery!
Bohater, którego śmierci nie mogłaś znieść.

UWAGA: jeżeli ktoś nie czytał "Złodziejki książek" niech nie czyta tego i od razu przejdzie do następnego punktu.

Będzie to Rudy z "Złodziejki książek", który był moją ulubioną postacią i umarł w taki smutny sposób, że czytając to chyba pierwszy raz płakałam przy książce. Wciąż jest mi smutno gdy o tym myślę.

9.W centrach handlowych  są prawdziwe tłumy.
 Seria, która ma za dużo tomów i za bardzo się ciągnie.
Sądzę, że są to "Zwiadowcy". Przeczytałam pierwszą część i jest ok, ale jakoś tak nie mogę przejść przez drugą, a świadomość ile jeszcze przede mną dobija mnie.

10.Grinch.
Bohater, którego nienawidzisz. Nie czarny charakter.
Przepraszam, że się powtórzę, ale jest to tak samo jak w punkcie 3 Allie, z książki "Wybrani",zapraszam do mojej recenzji, aby dowiedzieć się, dlaczego tak bardzo jej nienawidzę.

I to już koniec, mam nadzieję, że wam się podobało.:))



O serii "Wybrani" C.J. Daugherty

 tytuł: "Wybrani"
autor: C.J. Daugherty
liczba książek: 4

Myślę, że każdy z was słyszał o serii "Wybrani" napisanej przez C.J. Daughtery. Piszę o trzech pierwszych częściach na raz, ponieważ nie pamiętam ich dostatecznie dobrze, aby dla każdej zrobić oddzielny wpis, a chce być z tą serią na bieżąco, ponieważ właśnie czytam czwartą część. Opowiada ona o Alli, dziewczynie która trafia do Akademii Cimmeria, która jest chyba najdziwniejszą szkołą o jakiej czytałam...

Świat Allie legł w gruzach, jej ukochany brat zginął, a ona została aresztowana - kolejny raz. Rodzice podejmują desperacką decyzję o wysłaniu dziewczyny do elitarnej szkoły z internatem. Akademia Cimmeria nie jest jednak zwyczajną szkołą. Panują tu dziwne zasady, a uczniowie to w większości bogate dzieci wpływowych rodziców. Kiedy jedna z uczennic zostaje zamordowana, Allie zaczyna rozumieć, że Akademia Cimmeria skrywa mroczny sekret. Czy w jego odkryciu pomoże dziewczynie przystojny Sylvain? A może outsider Carter? 
Jaką tajemnicę kryje historia rodziny dziewczyny?
Kim tak naprawdę jest Allie?

Jeżeli chodzi o pierwszą część serii, "Wybrani" to naprawdę bardzo mi się podobała.Te wszystkie tajemnice wpływały na to, że książkę czyta się naprawdę szybko i miło. Nie mogłam się od niej oderwać i z niecierpliwości przewracałam kolejne kartki, aby dowiedzieć się co będzie dalej. Jednak im dalej w to brnęłam tym było gorzej. Druga część, "Dziedzictwo", była fajna, ale bez przesady, jednak trzecia, "Zagrożeni", zawiodli mnie. Dlaczego? Myślę, że chodzi o stały schemat, którym napisane są te książki, to, że akcja zaczyna się dopiero od połowy. Może też chodzi o samą Allie, która z każdą książką denerwowała mnie coraz bardziej.

Narracja w tej serii jest trzecioosobowa ze szczególnym naciskiem na myśli i uczucia głównej bohaterki, Allie. Właśnie to mi przeszkadzało. Nienawidzę tej dziewczyny tak bardzo jak tylko da się nienawidzić książkową postać. Sądzę, że znacznie lepiej czytałoby mi się tę serię, gdyby była ona pisana z perspektywy kogoś innego, na przykład Zoe, Nicole lub nawet  Rahel. Dlaczego tak bardzo nie lubię Allie? Głównie dlatego, że zdaje jej się, że jest pępkiem świata. Bo oczywiście nikt inny na świecie nie cierpi, nikt inny nie może pomóc innym, nikt inny nie ma własnej woli i nikt inny nic nie czuje, poza naszą biedną Allie. Ok, rozumiem, że trochę w życiu przeszła, ale to nie znaczy, że wszyscy, zawsze muszą najpierw myśleć o niej. Jeszcze jedno co mnie w niej wkurza to to, że jest taka niezdecydowana. Naprawdę, podczas akcji książki nie pamiętam ile razy zrywa z Sylvainem, aby być z Carterem i odwrotnie. Dokładniej to opiszę podczas recenzji czwartej części serii, "Zbuntowanych".

Oprócz tego naprawdę denerwował mnie Sylvain. Co prawda nie tak bardzo jak Allie, ale jednak. Nie cierpię go już od pierwszych stron książki, przystojni Francuzi przecież zawszę są podejrzani... Zdecydowanie jestem team Carter.

Jednak nie myślcie, że w tej książce są sami denerwujący bohaterowie. Niektórych z nich naprawdę polubiłam. Na przykład Zoe, która w "Zbuntowanych" ma trzynaście lat jest super. Nie dość, że jest geniuszem to jeszcze mega wysportowana i szczera do bólu. Po prostu ją uwielbiam. Następną postacią, która jest naprawdę ciekawa jest Nicole, bliska przyjaciółka Sylvaina z Francji.

Jeżeli chodzi o samą akcje, to tak jak już mówiłam, przez jakąś część książki jej po prostu nie ma i mamy naszą biedną Allie i jej denerwujące gadanie o niczym, jednak, gdy już się rozwinie wciąga tak, że od książki nie sposób się oderwać. Podoba mi się też temat książki. Szkoła, do której chodzą tylko bogacze, która tak naprawdę okazuje się dużo ważniejsza, niż mogłoby się na początku wydawać. Super!

Mimo tych wszystkich złych rzeczy, które o serii napisałam, sądzę, że mogę ją polecić jeśli tylko jesteście w stanie jakość ścierpieć humory Allie. :P